Wywiad z płk R. Grundmanem nt. UFO
Płk Ryszard Grundman, b. szef Służby Ruchu Lotniczego Wojsk
Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju oraz b. dowódca I Pułku Lotnictwa
Myśliwskiego „Warszawa”.
Polska armia a UFO
Rozmowa z płk dypl. pil. Ryszardem Grundmanem
Janusz Zagórski:
Panie pułkowniku! Czy zdaje sobie pan sprawę, że jest pan pierwszym i jedynym w Polsce, tej rangi wojskowym, który w sposób publiczny mówi o spotkaniach polskich pilotów z UFO?
Płk Ryszard Grundman:
Może pana zaskoczę. Ja osobiście przez 42 lata służby wojskowej nigdy nie widziałem niezidentyfikowanych obiektów latających. Ale będąc szefem Służby Ruchu Lotniczego Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju otrzymywałem z terenu wiele tego typu meldunków o różnych obiektach, których zachowania nie umiano wytłumaczyć. Na początku nie zwracałem na to większej uwagi, ale kiedy w 1983 roku meldunków tych pojawiło się bardzo dużo, zacząłem się tym bardziej interesować. Zebrane wówczas materiały opublikowałem w 1986 roku w Przegłądzie Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej Kraju. Może rzeczywiście byłem pierwszy, bo nie spotkałem się do tej pory z sytuacją, że polski wojskowy opisuje wyraźnie sprawę UFO.
J.Z.: Proszę powiedzieć w jaki sposób te informacje i sygnały, że dzieje się coś dziwnego nad polskimi poligonami, docierały do pana?
R.G.: Codziennie odbierałem meldunki od pilotów. Jeżeli były takie sytuacje, że pojawiało się coś co mogło zagrozić bezpieczeństwu lotów, trzeba było się tym zainteresować. To była moja rola służbowa. A przy okazji wyszło, że to co opisałem w tym artykule noszącym tytuł „Przygoda z UFO”, było pierwszą publikacją polskiego wojskowego na ten temat. Do tej pory nikt się na to nie odważył. To nie jest taka prosta sprawa. Oficer w stopniu pułkownika, szef służby – zajmuje się UFO. To było na marginesie mojej pracy, mojej służby, ale było konieczne zająć się tym, gdyż dotyczyło bezpieczeństwa.
J.Z.: A czy to nie było tak, że otrzymywał pan w tej sprawie polecenia służbowe od wyższej instancji, aby zająć się tymi sygnałami? Jak to było naprawdę?
R.G.: Dobry oficer, dobry żołnierz swój odcinek pracy wykonuje tak, aby przełożeni byli z niego zadowoleni. Starałem się tak wykonywać swoją służbę, aby ten odcinek był wypełniony wiadomościami, szczególnie dotyczącymi bezpieczeństwa.
J.Z.: W czasie tej słynnej fali manifestacji UFO w 1983 roku w pierwszym odruchu zadzwonił pan do swojego zaufanego kolegi z pułku myśliwskiego „Warszawa”.
R.G.: Zaczęły do mnie docierać nie tylko informacje służbowe, ale też pozasłużbowe. Dowiedziałem się, że w pułku którym kiedyś dowodziłem zaobserwowano coś dziwnego. Zadzwoniłem do Kurczewskiego. Romek powiedział po prostu co to było. Wyszli na nocne loty. Technicy, piloci zebrani przy samolotach. Wtedy obok lotniska na wysokości ok. 600 metrów przeleciał obiekt, który z tyłu ciągnął jakieś płomienie a z przodu emanował poświatą. Dziwne w tym wszystkim było to, że nie było słychać dźwięku. Cała grupa obserwujących to potwierdziła. Kiedy szukałem jakiegoś tradycyjnego wyjaśnienia braku dźwięku, obserwatorzy odpowiadali : nie! Na pewno słyszeliby z tej odległości dźwięk. Obiekt ten widziało dziesiątki osób.
J.Z.: Parę miesięcy później odbył pan ciekawą rozmowę w swoim sztabie?
R.G.: Poszedłem do kolegi Topolnickiego, szefa lotnictwa w tym czasie.
Przedstawiam sytuację, że takie obiekty się pojawiają. Co oni na ten temat myślą? On z tajemniczą miną mówi do mnie: poczekaj ja coś ci pokażę. Otworzył sejf i wyjął raport dwóch pilotów z Wybrzeża, gdzie nad Bałtykiem spotkali się z niezidentyfikowanym obiektem. Miał kształt cygara. Oprócz pilotów obiekt ten był obserwowany na radarach. Obsługa naziemna podprowadzała pilotów w jego kierunku. Dwukrotnie go podchodzili. Za drugim razem dostali pozwolenie na użycie broni. W tym czasie obiekt zaczął manewrować, oddalił się a następnie zniknął, również ze stacji radiolokacyjnych To było bardzo dziwne. Było tam dwóch, nie jeden pilot. Pamiętam jeszcze ich nazwiska – kpt. Praszczałek i ppor. Jucewicz. To nie było złudzenie.
J.Z.: Co się dzieje z tymi raportami? Gdzie one leżą? Nikt się do nich nie przyznaje.
R.G.: Zdziwi się pan kiedy powiem, że specjalnie z poza lotnictwa nikt się nimi nie interesował. Na podstawie koleżeńskich rozmów doszliśmy do wniosku, że trzeba coś z tym zrobić. Topolnicki założył wówczas teczkę tych niewyjaśnionych spraw. Póki ja pracowałem w sztabie teczka ta była uzupełniana. Zakładaliśmy, że jeżeli my nie możemy tego wyjaśnić, może w przyszłości komuś się to przyda. Na pewno taka teczka tam istnieje. Nie badałem tego po odejściu ze służby, ale przypuszczam, że ktoś to prowadzi.
J.Z: Czy w tej teczce znalazły się informacje o pierwszych obserwacjach UFO dokonanych przez polskich wojskowych?
R.G.: Nie. Później na własną rękę dotarłem do informacji na temat spotkań UFO z lat 50-tych i 60-tych.Trafiłem na ciekawe przypadki obserwacji kpt. Czernowa. Dzisiaj jest on generałem w stanie spoczynku. Był dowódcą korpusu we Wrocławiu. Stąd startował na przechwycenie różnych obiektów powietrznych. Miał kilka niezwykłych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów. Był wraz z drugim pilotem świadkiem obserwacji pulsującego światłem nieznaego obiektu. Obserwowała to załoga naziemna lotniska.
J.Z.: Panie pułkowniku! Jeżeli za tym fenomenem niezidentyfikowanych obiektów kryją się jakieś pozaziemskie inteligencje, to czy instytucje wojskowe poszczególnych państw powinny prowadzić politykę ukrywania informacji na ten temat?
R.G.: Przypuszczam, że do tej pory starano się ukrywrać informacje na temat UFO. Podejrzenia były ze strony obu istniejących bloków polityczno-wojskowych. Obawiano się, że może są to bronie, które wypróbowują przeciwnicy. Lepiej więc trzymać to w tajemnicy. Teraz, kiedy te sprawy są dzisiaj bardziej otwarte powinna istnieć szersza wymiana inforamcji.
J. Z.: Czy to możliwe, aby za niezidentyfikowanymi obiektami latającymi kryły się pozaziemskie inteligencje?
R.G.: Jeżeli czegoś nie rozumiemiemy, to nie można powiedzieć, że tego nie ma. Ja wolę powiedzieć nie wiem, po prostu nie wiem. Nad wieloma rzeczami próbowano postawić kropkę nad i. Później okazuje się, że jest inaczej.
Niczego nie można wykluczyć.
Dziękujemy za rozmowę.



