Wojskowy o UFO
Z Pawłem Czuchnowskim, chorążym zawodowym z wojskowego lotniska we Wrocławiu rozmawia Janusz Zagórski.
Czy to w ogóle możliwe, aby będąc zawodowym wojskowym, nie kryć się ze swoimi zainteresowaniami zjawiskiem UFO?
Nie jest to takie proste. Wojsko ciągle boi się jeszcze tematu UFO. Ludzie rozmawiają tylko między sobą. Oficjalnie problem ten jest tutaj tematem tabu. Ja interesuje się tym prywatnie i taki też charakter mają moje rozmowy o tych sprawach z kolegami w mundurze.
Czy Pana zainteresowania wynikają z tego, że widział Pan kiedyś
ten fenomen?
Między innymi z tego powodu, ale wcześniej interesowałem się wszystkim co lata. Natomiast, to co widziałem było dawno temu, w 1991 roku. Byłem na służbie wartowniczej i zobaczyłem duży świetlisty obiekt nad lotniskiem w Oleśnicy. Mój kolega stojący 500 metrów dalej, na następnym posterunku, też to widział. Nie byłem sobie a stanie tego wyjaśnić. Słyszałem jednak dużo ciekawsze tego typu historie od wojskowych.
Prowadzi Pan prywatne archiwum. Co ono zawiera?
Mam w tej chwili kilkadziesiąt zweryfikowanych wstępnie przypadków
spotkań z UFO, głównie pilotów wojskowych. Przykładowo w 1996 roku w Dęblinie, młody porucznik w czasie lotu „Iskrą” na wysokości 2500 metrów zobaczył obiekt, który porównał do szybko obracającej się kolorowej opony. Mówił, że sprawiała ona wrażenie jakby chciała uniknąć zderzenia z samolotem. Była to krótka obserwacja, aczkolwiek wywarła ona na nim olbrzymie wrażenie. Widać to było, gdy przeprowadzałem z nim wywiad na ten temat. Mimo upływu tylu lat, przeżywał to bardzo i pamiętał wszystkie szczegóły tego spotkania z NOL-em. Inny przykład z 1983 roku z lotniska Łęczyca pod Łodzią. Mój kolega, niegdyś mechanik pokładowy, zauważył w czasie lotu śmigłowcem srebrzysty obiekt na niebie. Kiedy się wraz z pilotem zbliżyli się do niego, odskoczył on w ułamku sekundy kilkaset metrów wyżej. Widziało to kilkadziesiąt osób zgromadzonych wtedy na płycie lotniska. Obiekt widoczny był również na radarach.
Powiedział Pan, że w wojsku niechętnie mówi się o takich sprawach. Jak więc zdobywa Pan informacje na ten temat. Co na to przełożeni?
Informacje zbieram drogami nieoficjalnymi, od kolegów, znajomych. Docieram do konkretnego człowieka, który był świadkiem zdarzenia. Spisujemy notatkę. Sprawdzam to w innych źródłach, u osób pracujących na radarach, w służbach kontroli, potwierdzam to wszystko. Wiele osób wie już o moich zainteresowaniach, stąd sygnał, że ktoś coś widział, dostaje przeciętnie raz na dwa tygodnie. Jeśli chodzi o moich przełożonych…. . Na początku był to dla nich śmieszny temat. W tej chwili już się przyzwyczaili, że chodzę, wypytuje o różne szczegóły. Niektórzy z nich nie bagatelizują tego problemu a nawet nie boją się o tym otwarcie rozmawiać. Sam fakt, że służąc zawodowo w naszej armii udzielam wywiadu na temat UFO dla Waszej gazety, też chyba o czymś świadczy.
A koledzy?
Koledzy, gdy rozmawiają w grupie często żartują sobie z UFO. Ale, gdy rozmawiam z nimi o tym indywidualnie, wielu z nich traktuje ten problem bardzo poważnie. Czasami ci, którzy śmiali się z tego tematu zgłaszają się po kilku miesiącach i mówią: wiesz widziałem coś takiego!
Dlaczego relacje wojskowych tak trudno podważać?
Kiedyś świadków UFO uważano za niepoczytalnych. Jeśli relacja pochodzi na przykład od pilota wojskowego, który przechodzi różnego typu okresowe badania i testy oraz ma dużą wiedzę co do rozpoznawania wszelkich obiektów poruszających się po niebie, to trudno go podejrzewać o jakieś fantasmagorie. Jeśli widzi coś, co mimo tej wiedzy nie daje się racjonalnie wyjaśnić, sprawa wygląda poważnie.
Czy w jakimś ogniwie naszej armii znajdują się dokumenty o niewyjaśnionych incydentach na poligonach wojskowych?
Prawdopodobnie każde z dowództwo korpusu gromadzi tego typu materiały. Jestem pewny, że dokumentacja, którą niegdyś prowadził płk Ryszard Grundman znajduje się w tej chwili w dowództwie 4 Korpusu. Od pilotów z innych jednostek wojskowych wiem, że notatki o takich niewyjaśnionych przypadkach kierowane były do dowództwa konkretnego korpusu na terenie którego dana sprawa miała miejsce. Co stoi na przeszkodzie, aby udostępnić tego typu materiały ufologom, czy odpowiednim instytucjom naukowym? Proponowałem już coś takiego, ażeby poddać to wszystko jakiejś poważnej analizie. Na razie nie widać reakcji na tą propozycję. Chciałbym, aby tak się stało. Miejmy nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie.
Dziękujemy za rozmowę.




