<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Janusz Zagórski &#187; Wywiady</title>
	<atom:link href="http://januszzagorski.pl/category/wywiady/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://januszzagorski.pl</link>
	<description>Alternatywne spojrzenie na świat</description>
	<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 18:46:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Nowy filmik a Archiwum Multimedialnego JZ na YouTube</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2009/12/18/nowy-filmik-a-archiwum-multimedialnego-jz-na-youtube/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2009/12/18/nowy-filmik-a-archiwum-multimedialnego-jz-na-youtube/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Dec 2009 14:28:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Janusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>
		<category><![CDATA[UFO]]></category>
		<category><![CDATA[wylatowo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://xn--januszzagrski-jlb.pl/2009/12/18/nowy-filmik-a-archiwum-multimedialnego-jz-na-yuotube/</guid>
		<description><![CDATA[Nowy filmik a Archiwum Multimedialnego JZ na YouTube na świeżo założonym koncie: januszzagorski8. Jest to zapis rozmowy z mieszkańcem z okolic Wylatowa z 2003 roku. Świadek (nie pokazujemy twarzy na jego życzenie) opisuje obiekt w kształcie cygara. Zapraszamy do obejrzenia]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nowy filmik a Archiwum Multimedialnego JZ na YouTube na świeżo założonym koncie: januszzagorski8. Jest to zapis rozmowy z mieszkańcem z okolic Wylatowa z 2003 roku. Świadek (nie pokazujemy twarzy na jego życzenie) opisuje obiekt w kształcie cygara. Zapraszamy do obejrzenia</p>
<p><object width="580" height="460"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/isPKCgqw3L4?version=3"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/isPKCgqw3L4?version=3" type="application/x-shockwave-flash" width="580" height="460" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2009/12/18/nowy-filmik-a-archiwum-multimedialnego-jz-na-youtube/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Marcinem Kaczmarkiem</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-marcinem-kaczmarkiem/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-marcinem-kaczmarkiem/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 21:02:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=360</guid>
		<description><![CDATA[Z Marcinem Kaczmarkiem, współtwórcą wrocławskiego prototypu cewki Tesli, rozmawia J. Zagórski Czym cewka Tesli różni się od zwykłych cewek używanych na co dzień w różnych urządzeniach elektrycznych? Patrząc z elektrycznego punktu widzenia, jest to raczej transformator. Transformator rezonansowy o rdzeniu powietrznym. Różni się natomiast od innych transformatorów tym, że używany jest do wytwarzania bardzo wysokich napięć (rzędu setek [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Marcinem Kaczmarkiem, współtwórcą wrocławskiego prototypu cewki Tesli, rozmawia J. Zagórski</p>
<p>Czym cewka Tesli różni się od zwykłych cewek używanych na co dzień w różnych urządzeniach elektrycznych?</p>
<p>Patrząc z elektrycznego punktu widzenia, jest to raczej transformator. Transformator rezonansowy o rdzeniu powietrznym. Różni się natomiast od innych transformatorów tym, że używany jest do wytwarzania bardzo wysokich napięć (rzędu setek tysięcy lub milionów voltów) w dość specyficzny sposób.</p>
<p>Jakiej wielkości jest wasz model i jakich materiałów użyliście do jej budowy?<br />
<span id="more-360"></span></p>
<p>Nasza cewka jest wielkości około 2 metrów, otrzymywane z niej napięcie mieści się w granicach od około 500 kV do 800 kV. Pozwala to na wygenerowanie efektownych wyładowań &#8211; długość iskry może wynosić kilkadziesiąt centymetrów. Wykonana jest w sposób typowy: do jej budowy użyliśmy kilku rur PCV, na których nawinięte są uzwojenie wtórne (wysokiego napięcia) oraz dławiki w.cz. , iskrownik wykonany jest z dwóch kawałków mosiężnego walca, uzwojenie pierwotne to rurka miedziana o średnicy zewnętrznej 10 mm, nawinięta w kształcie stożkowej spirali. Uzwojenie pierwotne liczy około 9 zwojów, natomiast wtórne &#8211; około 870. Elementem, który najtrudniej jest zdobyć jest transformator wysokiego napięcia (podwyższający napięcie do ok. 6 &#8211; 15 kV) &#8211; my użyliśmy w tym celu transformatora do zasilania neonów. Elektrodę wyładowczą stanowi aluminiowy torus.</p>
<p>Co ciekawego dzieje się, gdy cewka jest podłączona do prądu?</p>
<p>Transformator wysokiego napięcia (10kV) ładuje przez uzwojenie pierwotne kondensator. Po naładowaniu się kondensatora do określonego napięcia następuje przeskok iskry w iskrowniku, która zamyka obwód pomiędzy kondensatorem wysokonapięciowym, a uzwojeniem wtórnym. Wytworzone w ten sposób impulsy (o częstotliwości kilkuset kHz) przez uzwojenie pierwotne przekazują energię do uzwojenia wtórnego. Energia ta zamieniana jest w uzwojeniu wtórnym na napięcie rzędu setek tysięcy wolt. Końcówka uzwojenia wtórnego połączona jest z aluminiowym torusem, który tworzy wraz z cewką obwód LC. Na torusie pojawia się napięcie setek kV co powoduje generowanie efektownych wyładowań iskrowych, których długość dochodzi do kilkudziesięciu centymetrów. Zamiast torusa można użyć innych końcówek &#8211; zademonstrujemy to podczas Forum.</p>
<p>Do czego ma to praktycznie się przydać?</p>
<p>Generalnie transformator Tesli służy do generowania bardzo wysokich napięć dużej częstotliwości. Można wykorzystywać go do różnych badań, w których potrzebne są bardzo wysokie napięcia. W tym właśnie celu wykorzystamy naszą cewkę. A poza tym sama praca cewki jest bardzo efektowna.</p>
<p>Czy wiele zapomnianych patentów Tesli może jeszcze zostać odkrytych na nowo z korzyścią dla rozwoju techniki?</p>
<p>Pomysły Nicoli Tesli stosowane są dzisiaj powszechnie: chociażby to, że w gniazdkach mamy prąd przemienny. Tesla prowadził też badania nad możliwością przesyłania energii na odległość. Opatentował całą gamę generatorów prądu zmiennego, transformatorów i silników. Mówi się też, że to Tesla właśnie był prawdziwym wynalazcą radia. Dziesiątki jego wynalazków mogą ulec jeszcze odkurzeniu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-marcinem-kaczmarkiem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Patenty Leonarda da Vinci</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/patenty-leonarda-da-vinci/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/patenty-leonarda-da-vinci/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 20:53:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=355</guid>
		<description><![CDATA[Z Jerzym Woźniakiem, wynalazcą i konstruktorem rozmawia Janusz Zagórski „Patenty” Leonarda da Vinci Na obrazy genialnego malarza Leonarda da Vinci nie ma dzisiaj ceny tak są wartościowe. A jaką wartość mają dzisiaj jego niezliczone pomysły techniczne? Myślę, że przede wszystkim wartość użytkową. Ze swą rozległą wiedzą Leonardo potrafił w każdej dziedzinie działalności ludzkiej wprowadzić coś [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z Jerzym Woźniakiem, wynalazcą i konstruktorem rozmawia Janusz Zagórski</p>
<p><strong>„Patenty” Leonarda da Vinci</strong></p>
<p>Na obrazy genialnego malarza Leonarda da Vinci nie ma dzisiaj ceny tak są wartościowe. A jaką wartość mają dzisiaj jego niezliczone pomysły techniczne?</p>
<p>Myślę, że przede wszystkim wartość użytkową. Ze swą rozległą wiedzą Leonardo potrafił w każdej dziedzinie działalności ludzkiej wprowadzić coś nowego. Niestety w czasach jemu współczesnych wykonanie większości  jego projektów było trudne lub wręcz niemożliwe ze względu na brak odpowiednich materiałów i technologii, to jednak podkreśla wizjonerstwo jego pomysłów. Obecnie ze zdziwieniem odkrywamy, że ktoś żyjący ponad pięć wieków temu myślał już o samolocie, samochodzie, czołgu, suchych dokach, śluzach, pogłębiarkach, podwójnych kadłubach statków, pontonie, kombinezonie nurka, dzwonie do nurkowania, pompie tłokowej, traku, gwintownicy do śrub, destylatorze,  mostach zwodzonych, spadochronie, śmigłowcu czy rowerze. Projektował również wiele urządzeń pomiarowych jak choćby wiatromierz, przyrząd do mierzenia prężności pary wodnej, urządzenie do badania tarcia, maszyna do pomiaru wytrzymałości drutu na rozciąganie. Naprawdę jego zdolności konstruktorskie i wynalazcze były niesamowite a pamiętajmy, że równocześnie był genialnym artystą.</p>
<p><span id="more-355"></span></p>
<p>Które z nich uznałby Pan za najbardziej doniosłe?</p>
<p>Pomimo dużej liczby i różnorodności, wynalazki Leonarda nie wywarły wpływu na rozwój techniki, ponieważ uzyskanych rezultatów nigdy nie publikował, dlatego uważam, że do najbardziej doniosłych osiągnięć Leonarda należą  jego osiągnięcia naukowe w dziedzinie anatomii,  botaniki, matematyki, optyki i mechaniki zawarte w jego licznych traktatach. Po śmierci Leonarda jego uczeń F. Melzi zebrał jego prace w 19 księgach. Znalazły się w nich notatki, szkice, projekty i korespondencja.</p>
<p>Czy za niektóre rozwiązania nie powinno przyznawać się praw patentowych, ponieważ ich autorzy w gruncie rzeczy powtarzają coś, co wcześniej wymyślił włoski gigant?</p>
<p>Myślę, że tak, ale nie zawsze jest możliwe dotarcie przez urząd patentowy do materiału odpowiednio dokumentującego wcześniejszy wynalazek, tym bardziej, że jak wspomniałem wcześniej Leonardo nie publikował swoich pomysłów. Znamy je z jego osobistych  notatek i  szkiców.</p>
<p>Leonardo w swoich rysunkach odnosił się także do kwestii możliwości stworzenia perpetuum mobile. Można natknąć się nawet na konkretne jego wizualizacje tego typu pomysłów.</p>
<p>Tej dziedziny działalności Leonarda nie znam wystarczająco dobrze.</p>
<p>Leonardo zajmował się napędami sprężynowymi, budował destylatory i  urządzenia do badania prężności pary wodnej co wskazuje na poszukiwana maszyny do wytwarzania pracy  napędowej. Jest więc bardzo prawdopodobne że natknął się na zagadnienie perpetuum mobile.</p>
<p>A czy jego pomysły mogą inspirować współczesnych wynalazców do tworzenia nowych rozwiązań technicznych?</p>
<p>Zaprojektowany 500 lat temu przez Leonarda da Vinci most został zbudowany w Norwegii w pobliżu Oslo. Most mający pierwotnie łączyć brzegi cieśniny Bosfor w Istambule łączy obecnie dwie strony ruchliwej autostrady. Wybudowany most jest mniejszy i prostszy od pierwotnego projektu Leonardo Da Vinci, ale opiera się na identycznych założeniach konstrukcyjnych. Betonowy łuk podpiera go od spodu, a dwa pozostałe przylegają do niego z boków czyniąc konstrukcję bardziej stabilną.  Autorką projektu opartego na pomyśle Leonardo da Vinci jest Tarja Koskinen. Uważa ona, że oryginalny most, choć większy, a co za tym idzie cięższy sprawowałby się równie dobrze. Większość pomysłów Leonarda już dawno została wprowadzona w życie. Leonardo i  jego twórczość jest jednak myślę ciągle  inspirująca.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/patenty-leonarda-da-vinci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Elżbietą Nowalską</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-elzbieta-nowalska/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-elzbieta-nowalska/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 20:24:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=335</guid>
		<description><![CDATA[Elżbieta Nowalska należy do do najsłynniejszych polskich mediów uprawiających channeling a więc odbieranie myśli na odległość od istot z poza naszego świata. W jej przypadku odbywa się to w formie tzw. pisma intuicyjno-automatycznego. Po latach doświadczeń z odbieraniem przekazów o niezwykłej treści postanowiła wydawać je w formie książkowej. Do tej pory ukazały się takie tytuły [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Elżbieta Nowalska należy do do najsłynniejszych polskich mediów uprawiających channeling a więc odbieranie myśli na odległość od istot z poza naszego świata. W jej przypadku odbywa się to w formie tzw. pisma intuicyjno-automatycznego. Po latach doświadczeń z odbieraniem przekazów o niezwykłej treści postanowiła wydawać je w formie książkowej. Do tej pory ukazały się takie tytuły jak: „Prawda odkrywana na nowo”, „Ziemia w oczach zaświatów”,</p>
<p>„Opowieść o przemienianiu się”, „Zakazane poglądy?”, „Zanim przyjdzie jutro” i wreszcie ostatnia publikacja „Epoka serca”</p>
<p>Pani Elżbieto! Pani publikacje dedykowane są określeniem „Myśl Warszawska”. Dlaczego?</p>
<p><span id="more-335"></span></p>
<p>Właściwi Autorzy moich książek &#8211; Energie, tak właśnie nazwali treści swoich przekazów. Nazwa pochodzi od Warszawy. To niedaleko tego miasta spisywane są pochodzące od nich teksty i wiele zaświatowych Energii wybrało to miejsce do przekazywania swych myśli.</p>
<p>Z kim się Pani konkretnie kontaktuje?</p>
<p>Jak wspomniałam oni mówią o sobie „Energie”. Są to konkretne osoby,</p>
<p>byty, odrębne świadomości nie posiadające materialnych ciał, choć niektórzy z nich kiedyś żyli jako ludzie na Ziemi. W tym rozumieniu Energią są zarówno uczucia jak i myśli. My, ludzie również jesteśmy Energiami skaładającymi się z wibracji (drgań) uczuć i myśli. Na pewien czas wcielamy się w ziemskie ciała a po śmierci fizycznej nasze uczucia i myśli żyją nadal w innym wymiarze.</p>
<p>Skąd pewność, że nie odbiera się własnych myśli?</p>
<p>Kontakt channelingowy polegający właśnie na przekazywaniu myśli czy odczuć na odległość bez używania słów wywołuje wątpliwość &#8211; czy aby nie jest to projekcja własnych myśli? W moim przypadku odbieranie przekazów drogą pisma automatyczno-intuicyjnego nie oznacza utraty świadomości. Mam cały czas kontrolę nad tym co się ze mną dzieje. Na początku zwróciłam się z prośbą o opinie w tej sprawie do wielu medialnie uzdolnionych autorytetów. Zgodnie potwierdzali, że wyczuwają wokół mnie jakieś inne istoty o silnej wibracji. Niewątpliwie ważne jest utrzymywanie wewnętrznej czystości i otwartości ograniczającej do minimum mój wpływ na teksty. Myślę, że za autentyzmem tych przekazów z zaświatów przemawia przede wszystkim ich oryginalna treść i język w jakim są formułowane. Tylko ten kto je uważnie czyta może w tej sprawie mieć ugruntowaną i wiarygodną opinię.</p>
<p>Jak właściwie doszło u Pani do pierwszego mentalnego kontaktu z tymi Energiami?</p>
<p>Nigdy się tymi sprawami nie interesowałam. Moje podejście do życia opierało się na materialistycznych fundamentach. O zjawisku telepatii usłyszałam po raz pierwszy od mojego kolegi w 1993 roku. Przypomniałam sobie wówczas jak stojąc nad grobem swojego męża usłyszałam w głowie przez monent: ja żyję, stoję tu obok. Spotykaliśmy się wówczas ze znajomą, która posiadała medialne zdolności. Zaintrygowało mnie, że niektóre zapisywane przez nią teksty adresowane były do mnie. Chciałam sprawdzić czy to wszystko prawda czy fałsz. Siadając w domu z długopisem w ręku czekałam na jego drgnięcie.</p>
<p>Doczekałam się. Tak to się zaczęło.</p>
<p>Jak wyglądała autoprezentacja pani rozmówców?</p>
<p>Pierwszy zwarty przekaz pochodził od Energii, która dla ludzi przybrała imię JUREK. Potem pojawiły się inne istoty, które obrały dla nas inne imiona &#8211; WOJTEK, MARIA. Niektórzy pozostali Bezimienni. Wszyscy oni niewiele mówią o sobie. Nie chcą też prezentować się nam w aureoli wielkości, siły, sławy. Wprost przeciwnie, chcą być odbierani jako nasi partnetrzy, przyjaciele, których nikt nie musi się obawiać.</p>
<p>Widać wyraźnie, że preferują oni raczej indywidualną drogę dochodzenia do Boga. Nie optują również za żadną ze znanych nam religii.</p>
<p>Tak . Dochodzenie do Boga, będącego symbolem Dobra i Miłośći jest indywidualną sprawą każdego z nas. Narzucanie, wymuszanie określonych kierunków zachowań w tym względzie uważane jest za niewłaściwe a nawet zabójcze dla człowieka. Rozwój duchowy zakłada różnorodność dróg prowadzących do Boga. Energie opowiadają się więc za wolnością.</p>
<p>Skąd się wzięły religie?</p>
<p>W różnych rejonach świata znajdowano różne słowa, symbole i rytuały wyrażające tą samą ludzką tęskonotę za intuicyjnie wyczuwalnym, niewidzialnym Źródłem istnienia doświadczanej na codzień rzeczywistości.</p>
<p>W jednym z przekazów czytamy: „Wymyślono więc opowieści tłumaczące prostym ludziom realne fakty i zachodzące w rzeczywistości zjawiska. A całkiem osobną kwestią jest to, że ludzie żądni władzy zawsze chętnie posługiwali się tymi opowieściami do manipulowania innymi.</p>
<p>Ale ważne w RELIGIACH jest, że dawały one ZAWSZE LUDZIOM siłę wiary w coś, co gdzieś tam istnieje (&#8230;). W chwilach modlitwy ludzie szukali w sobie dobra, a tym co ich ze sobą jednoczyło była wielka wiara, że JEST KTOŚ STOJĄCY PONAD NIMI i że TEN KTOŚ JEST DOBRY DLA KAŻDEGO Z NICH Z OSOBNA. A zatem nie jest ważna wielość RELIGII w dziejach ludzi, ale okoliczność, że dzięki RELIGIOM wzbogaciły się ich uczucia i rozwijała się w nich sfera duchowa.”</p>
<p>Co właściwie jest celem tych przekazów?</p>
<p>Inspirowanie myślenia człowieka, umotywowanie go do starań o swoje szczęście. Rozkwit pozytywnych, dobrych uczuć w ludziach. Przekazy te są żródłem wiedzy na temat celu, sensu życia, śmierci oraz Świata Energii. Celem bardziej ogólnym jest podniesienie wibracji Ziemi. W stosunku do drgań Wszechświta jest ona podobno dysonująca.</p>
<p>Po co tak naprawdę dusze ludzkie wcielają się na naszej planecie? Czy jest to dla nich pewien rodzaj inwestycji? Czy warto rodzić się człowiekiem?</p>
<p>Świdomość, Energia pragnie się doskonalić. Polega to na podnoszeniu swojej wibracji, czyli poziomu drgań calej swojej struktury energetycznej. To pragnienie jest tak silne, że Energie z własnej woli podejmują trud zmagania się w ciele ludzkim ze światem materialnym. Z przekazów wynika, że poprzez kolejne wcielenia na Ziemi doskonalimy się, poszerzamy zakres odczuwania, stajemy się coraz bardziej wrażliwi i duchowi. Pobyt na naszej planecie daje szansę naładowania „akumulatorów” niezbędnych do przebywania i podróżowania po wyższych, niematerialnych światach. Jest to niewątpliwie jeden z najatrakcyjniejszych rodzajów „inwestycji” jakie podjąc może dusza szukająca drogi do Boga. Rodzenie się człowiekiem jest swoistym sprawdzeniem siebie i szansą na zmianę.</p>
<p>Współczesna nauka stoi przed oprotestowywaną możliwością klonowania ludzi. Przecież, aby taki eksperyment się udał, jakaś Energia (Dusza) musi się wcielić w klonowane ciało?</p>
<p>W tej kwesti moi rozmówcy mają następujące zdanie: „ W świecie Energii powstawanie materii jest kwestią drugorzędną. Ona jest dodatkiem do NAS.</p>
<p>Pokazano Wam, że jest możliwe, aby PRAWDZIWEGO człowieka zastąpić Jego drugim tworem. Dla Energii nie jest to dylemat. Ona zechce wcielać się i w taką materię. Zmuszony jestem do napisania, że ENERGII JEST ZAWSZE WIĘCEJ CHĘTNYCH DO WCIELANIA SIĘ W CIAŁO MATERIALNE, niźli w stanie jesteście „wyprodukować” materii.</p>
<p>Energiom zadano pytanie: co w ludziach jest piękne?&#8230;.</p>
<p>Zdecydowanie pięknem w ludziach jest to co nazywamy Energią, a więc ich myśli i uczucia Od nich zależy sposób widzenia rzeczywistości i postrzegania samego siebie. Dotyczy to także uczuć negatywnych , ponieważ dzięki nim człowiek ma szansę przeanalizować je, ocenić, by potem je odrzucić. Są więc one czynnikiem inspirującym kreowanie Dobra. Ludzkie ciało może być elementem wzmacniającym istniejące w nich piękno.</p>
<p>Dzisiejsze życie na ziemi przesiąknięte jest rywalizacją. Uważa się ją za wskazany i naturalny mechanizm rozwoju człowieka i społeczeństwa.</p>
<p>Oni nie pochwalają rywalizacji. Wedlg nich to olbrzymia wada ludzi. Gdyby to jeszcze była tylko forma zabawy, ale tak nie jest. Nikt nigdy nie będzie najlepszy. Każdemu pisana jest inna droga rozwoju wewnętrznego i fizycznego.</p>
<p>Z niesmakiem na przykład mówią o prezentowaniu się kobiet na „wybiegu”.</p>
<p>Tytułowanie się najpiękniejszym czy najpiękniejszą jest dla nich dyshonorem.</p>
<p>Również wiele gier to konglomerat nienawiści, zawiści,agresji, złości. Można mieć wzory do naśladowania, ale przywiązując zbytnią wagę do porównywania się z innymi można wyrządzić sobie dużą krzywdę.</p>
<p>Jedną z najbardziej niezwykłych Energii przebywających obecnie w ludzkim ciele na Ziemi jest Sai Baba z Indii. Jaki jest stosunek do niego zaświatowych Istot?</p>
<p>Odpowiedź na to pytanie padła w zbiorze przekazów zatytuowanym „Zakazane poglądy?” Podkręsla się tam, że jest to wielki Myśliciel i bardzo dobrze, że się tu urodził, ale źle „&#8230; że zapomniał (Jemu nie wolno było tego zapomnieć) po co Tutaj przyszedł. I wcale nie chodzi Nam o to, aby UCIEKAŁ od kochających Go ludzi. Chodzi o to, aby miał w sobie NADAL to, co ze sobą w to wcielenie wewnątrz siebie PRZYNIÓSŁ. Stając się wielkim dla ludzi nie warto za wiele PRZEGRYWAĆ w sobie.</p>
<p>Czy istoty te mówią o zagrożeniach dla Ziemi? A jeżeli tak, to co oni mogą nam zaoferować? Jaka czeka nas przyszłość?</p>
<p>Nie mówią o tym, że czeka nas rychły koniec świata. On nastąpić ma jakiś czas po 3000 roku. Mówią o lokalnych wojnach, trzęsieniach ziemi, katastrofach, ale ten temat traktują marginalnie. Ich zdaniem na Ziemi zaczął się proces intensyfikacji ludzkiej duchowości. Ludzie nazwali go Epoką Wodnika , Energie z którymi rozmawiam &#8211; Epoką Serca. Nie będzie to według nich rozwój którejkolwiek ze znanych nam religii, ale swobodny rozkwit myśli i uczuć w każdym pojedynczym człowieku. Ludzie odważą się stawiać sobie trudne pytania dotyczące źródeł i sensu ich egzystencji. Poszukiwanie odpowiedzi skieruje się na ich autentyczne myśli i uczucia. Świat Energii daje nam zachęte do odejścia od stereotypów myślenia. Mnożą się w całym świecie przekazy z Innych Wymiarów, doświadczenia mistyczne, płyną różnorodne inspiracje intelektualne, artystyczne, światopoglądowe. To wszystko spowodować ma rozwój wiedzy związanej z duchowością. Nasza przyszłość to głębsza refleksja nad sobą i swoim życiem.</p>
<p>Ostatnia Pani publikacja nosi piękny tytuł „Epoka serca”. Czy chodzi przyszłość jaka ma nastąpić po Apokalipsie?</p>
<p>Odwrotnie. Epoka Serca jest sposobem na uniknięcie a przynajmniej przesunięcie w czasie tego co nazywamy Apokalipsą. Nowa wiedza oznacza wzrost wrażliwości, subtelności, dobra i miłości. Nauczy ludzi odsuwać od siebie smutek a odczuwanie radości życia uczyni powszechniejszym i głębszym.</p>
<p>Epoka Serca łączy się nierozerwalnie z wolnością wyrażania przez człowieka swoich poglądów, tolerancją, szacunkiem do całego Stworzenia. Na skutek tego wszystkiego podniesie się również poziom wibracji Ziemi. Nie oznacza to jednak jeszcze okresu powszechnej szczęśliwości ludzi. Wielu, aby zrozumieć te nowe wartości będzie musiało przejść przez dramatyczne zdarzenia. Zmuszą one ich do uważniejszego spojrzenia na siebie. Inni wejdą w ten etap łagodniej. Wszystko to zależy od tego jak każdy z nas pokieruje swoim życiem.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-elzbieta-nowalska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Michaelem Cremo</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-michaelem-cremo/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-michaelem-cremo/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 20:20:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=332</guid>
		<description><![CDATA[Wywiad z Michaelem Cremo, współautorem słynnej zakazanej archeologii przeprowadzony przez Janusza Zagórskiego opublikowany przed 2 laty w czasopiśmie „Faktor X” Michael Cremo jest (wraz z dr Richardem Thompsonem) autorem słynnej już publikacji pt. „The Hidden History of the Human Race” (polskie skrócone wydanie nosi tytuł „Zakazana archeologia”). To monumentalne dzieło z zakresu historii archeologii jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wywiad z Michaelem Cremo, współautorem słynnej zakazanej archeologii przeprowadzony przez Janusza Zagórskiego opublikowany przed 2 laty w czasopiśmie „Faktor X”</p>
<p>Michael Cremo jest (wraz z dr Richardem Thompsonem)</p>
<p>autorem słynnej już publikacji pt. „The Hidden History of the Human Race” (polskie skrócone wydanie nosi tytuł „Zakazana archeologia”).</p>
<p>To monumentalne dzieło z zakresu historii archeologii jest imponującym archiwum odkryć archeologicznych i paleontologicznych dokonanych w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat, które zostały pominięte, zapomniane lub zafałszowane przez dominujących w nauce darwinowskich ewolucjonistów. Syn amerykańskiego oficera, krytyczny wobec wojny w Wietnamie, sympatyzował z pokoleniem 68 roku. Jego współczesne intelektualne i duchowe poszukiwania sytuują się w kulturze wedyjskiej. Jest członkiem Bhaktivedanta Institute.<br />
<span id="more-332"></span></p>
<p>Zrobił pan, wraz z Thompsonem, sporo zamieszania w oficjalnej nauce. Nie jesteście Panowie archeologami z formalnego wykształcenia, a poważyliście się zakwestionować ich poglądy. Co więcej, wasze uderzenie nastąpiło od środka. Aby obalić ich paradygmat odwołaliście się do ich własnych odkryć?</p>
<p>Uważam, że nikt nie powinien czuć się onieśmielony nadmierną, niemal nabożną specjalizacją i monopolem na profesjonalizm w różnych dziedzinach naukowych. To stwarza sytuację, w której klasa „wyświęconych kapłanów” twierdzi, iż ma wyłączny dostęp do świętych misteriów i relikwii. Jedynie ona posiada kwalifikacje, by je wyjaśniać. Nie zgadzam się z tym. Każdy, kto gotów jest poświecić trochę czasu, może zapoznać się z materiałem dowodowym i teoriami z danej dziedziny i dokonać racjonalnej oceny tez, jakie się w tej dziedzinie stawia. W rzeczywistości sądzę, iż okresowa kontrola różnych dyscyplin naukowych przez „outsiderów” jest zdrową zasadą. Oczekuje się tego na innych polach działalności człowieka. Nauka twierdzi, iż stanowi samokorygujący się mechanizm. Ja w to nie wierzę.</p>
<p>Czym narazili się archeolodzy?</p>
<p>Prowadząc przez osiem lat historyczną rewizję archeologii znalazłem karygodne błędy w relacjach na temat pochodzenia i starożytności człowieka. Po pierwsze, w relacjach tych po prostu nie wspomina się o ogromnej liczbie różnego rodzaju dowodów, nawet w sensie negatywnym, a to podejrzane. Gdy weźmie się pod uwagę wszystkie znaleziska archeologiczne, obecny paradygmat ewolucyjny: człowiek powstał zupełnie niedawno i pochodzi od bardziej małpopodobnych przodków – upada. Według współczesnych relacji istoty o budowie anatomicznej ludzi współczesnych pojawiły się sto-dwieście tysięcy lat temu. Jednak w archiwach znalezisk archeologicznych znajdują się też liczne relacje, które wskazują, iż tacy ludzie istnieli przed dziesiątkami, a nawet setkami milionów lat.</p>
<p>Czy wspomniana publikacja „godzi” w teorię ewolucji jako taką, czy tylko w tę wersję, która obecnie dominuje w nauce?</p>
<p>Po przeczytaniu Zakazanej archeologii, antropolog Dr William W.</p>
<p>Howells, jeden z twórców współczesnej teorii ewolucji, napisał do mnie w liście z 10 sierpnia 1993 roku: &#8222;Większość z nas, mylnie bądź trafnie, postrzega ewolucję człowieka jako następujące po sobie rozgałęzienia – od wcześniejszych do bardziej rozwiniętych form ssaków naczelnych. Człowiek pojawia się tutaj dosyć późno […]. Gdyby współczesne istoty ludzkie […] pojawiły się dużo wcześniej, a dokładnie w okresie, w którym nie istniały jeszcze proste naczelne, mogące być jego ewentualnymi przodkami, byłoby to druzgocące nie tylko dla przyjętego obrazu człowieka. Zniszczyłoby to całą teorię ewolucji”. Zgadzam się z Drem Howellsem. Obecna wersja, która tłumaczy takie pochodzenie, nie da się utrzymać w obliczu zaprezentowanych dowodów.</p>
<p>Przyznaje się Pan do konkretnej opcji światopoglądowej. Jaki jest jej wpływ badania naukowe?</p>
<p>W 1973 roku stałem się adeptem gaudija wajsznawizmu, jednej z tradycyjnej indyjskiej szkoły hinduizmu. Zostałem inicjowanym uczniem Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupady, który propagował nauki gaudija wajsznawizmu w krajach Zachodu poprzez Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Założył je w 1966 roku. Prabhupada zainicjował także Instytut Bhaktivedanty, mający badać poglądy współczesnej nauki w świetle wedyjskiej filozofii Indii, zawartej starożytnych tekstach sanskryckich. Początek mojej współpracy z Instytutem przypada na rok 1984. Wraz z Richardem Thompsonem zacząłem wtedy badać wedyjskie opisy historii człowieka. Według nich, ludzie obecni byli na Ziemi już dziesiątki, a nawet setki milionów lat temu. Pomyśleliśmy, że jeżeli opisy te są prawdziwe, powinny istnieć empiryczne dowody na ich poparcie. Oczywiście gdy zajrzałem do współczesnych podręczników archeologii, żadnych tego rodzaju dowodów nie znalazłem. Jednak na tym nie poprzestałem. Podjąłem badania całej historii archeologii. Odkryłem, że w ciągu minionych stu pięćdziesięciu lat archeolodzy dokonali bardzo licznych znalezisk, zgodnych z wedyjskimi opisami obecności człowieka w niezwykle odległej przeszłości.</p>
<p>Mówicie o zjawisku „filtracji wiedzy” wśród archeologów i drastycznych formach przejawiania się tego procesy. Prosimy o konkretne przykłady.</p>
<p>W minionym stuleciu w Kalifornii wybuchła gorączka złota. Poszukiwacze wykopywali tunele w zboczach wzgórz. W tunelach tych, w litej skale, znajdywali ludzkie szczątki szkieletowe oraz setki kamiennych narzędzi i przedmiotów służących za broń. Kości ludzkie i artefakty znajdowano w osadach wczesnoeoceńskich. Oznacza to, że miałyby pięćdziesiąt milionów lat, zaś zgodnie z obowiązującym poglądem istoty ludzkie pojawiły się dopiero sto lub dwieście tysięcy lat temu. O odkryciach z kalifornijskich kopalń złota poinformował świat nauki Dr J. D. Whitney, ówczesny geolog stanu Kalifornia. Opisał je w swojej książce Geology of the Sierra Nevada [Struktura geologiczna Gór Sierra Nevada] wydanej w 1883 roku przez Muzeum Historii Naturalnej im. George’a Peabody, należącym do Uniwersytetu Harvarda. Obecnie jednak niewiele słyszymy o tych odkryciach. Dlaczego? Z powodu wspomnianego procesu filtracji wiedzy. Dr William B. Holmes, antropolog ze Smithsonian</p>
<p>Institution w Waszyngtonie, wykorzystał swoją wpływową pozycję w nauce amerykańskiej, aby zataić odkrycia z kalifornijskich kopalń złota. Napisał: &#8222;Gdyby profesor Whitney w pełni docenił opis ewolucji człowieka, tak jak pojmuje się ją obecnie, poważnie zastanowiłby się przed pochopnym wyciąganiem wniosków, które przedstawił”. To jest jeden z przykładów filtracji wiedzy.</p>
<p>To było kiedyś&#8230;</p>
<p>Kilka lat temu osobiście doświadczyłem procesu filtracji wiedzy w związku ze wspomnianymi znaleziskami z kalifornijskich kopalni złota. Byłem doradcą naukowym przy realizacji programu The Myterious Origins of Man [Tajemnice pochodzenia człowieka] telewizji NBC. Również w tym programie występowałem. Przedstawiono w nim wiele materiałów zawartych w mojej książce Zakazana archeologia. Podczas realizacji programu oznajmiłem jego producentom, że powinni udać się do muzeum historii naturalnej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, gdzie trzymane są artefakty z kalifornijskich kopalni złota. Jednak dyrekcja muzeum nie zezwoliła na sfilmowanie tych przedmiotów. Uważam to za oczywisty przypadek ukrywania dowodów, które można by wykorzystać w celu zakwestionowania darwinowskich koncepcji ewolucji człowieka. Kiedy w końcu program wyemitowano, czołowi darwiniści usiłowali powstrzymać NBC przed kolejną emisją. Jednak im się to nie udało. Próbowali więc wywrzeć nacisk na Federalną Komisję Środków Masowego Przekazu [Federal Communications Commission], organ kontroli radia i telewizji, aby ta zastosowała wobec NBC karę za wyemitowanie programu pomimo sprzeciwu darwinistów.</p>
<p>Czy są przypadki utraty zawodowej posady za upieranie się przy swojej interpretacji kontrowersyjnych znalezisk?</p>
<p>Na początku lat pięćdziesiątych Thomas E. Lee z Muzeum Narodowego w Kanadzie znalazł rozwinięte narzędzia kamienne w warstwach polodowcowych w Sheguiandah na wyspie Manitoulin w północnej części jeziora Huron. Geolog John Sanford z Wayne State University dowodził, że najstarsze narzędzia z Sheguiandah mają przynajmniej 65 000 lat, a mogą mieć nawet 125 000. Zwolennicy standardowych poglądów na temat prehistorii Ameryki Północnej nie byli w stanie zaakceptować takiego datowania. Thomas Lee skarżył się: „Na odkrywcę stanowiska [Lee’ego] zrobiono nagonkę, w wyniku której stracił on swoją posadę w administracji państwowej i przez długi czas pozostawał bezrobotny. Uniemożliwiono mu publikowanie materiałów, znaleziska zostały fałszywie przedstawione przez kilku znanych autorów [...] wiele artefaktów zniknęło w magazynach Muzeum Narodowego. Z powodu odmowy zwolnienia odkrywcy dyrektor muzeum, który zaproponował opublikowanie monografii Sheguiandah, sam został wyrzucony z pracy i zmuszony do emigracji.</p>
<p>Lansujecie hipotezę o współistnieniu w przeszłości obok siebie zarówno hominidów, jak i współczesnego gatunku człowieka.</p>
<p>Sanskryckie pisma starożytnych Indii wspominają o tak zwanych małpoludach, współistniejących z ludźmi anatomicznie nie różniącymi się od nas. Są na to liczne dowody – setki znalezisk. Przyjrzyjmy się jednemu z nich.</p>
<p>Według współczesnych archeologów pierwszym hominidem jest australopitek. W zeszłym roku Ron Clark odkrył niemal kompletny szkielet australopiteka w Sterkfontein w Południowej Afryce. Tego hominida ze Sterkfontein, datowanego na 3.7 milionów lat, na całym świecie okrzyknięto „najstarszym przodkiem człowieka”. Jest jednak dużo dowodów, pokazujących, że w tym samym czasie istniały istoty ludzkie w pełni rozwinięte pod względem anatomicznym. Do dowodów tych należą odciski stóp, artefakty i ludzkie szczątki szkieletowe. W roku 1979 Mary Leakey odkryła dziesiątki odcisków stóp w Laetoli w Tanzanii. Znajdują się one w warstwach utwardzonego popiołu wulkanicznego, wydatowanych na 3,7 milionów lat. Tak więc odciski stóp z Laetoli mają taki sam wiek jak australopitek ze Sterkfontein.</p>
<p>Wśród prawdziwych sensacji archeologicznych wymienić można wręcz idealnie obrobioną kamienną kulę datowaną na 45-55 milionów lat. Na ile wiarygodne jest to znalezisko?</p>
<p>Relacja na ten temat pojawiła się kwietniowym numerze periodyku naukowego The Geologist w 1862 roku. Autorem tej relacji był Maximilien Melleville, wiceprezes Towarzystwa Akademickiego w Laon we Francji. W relacji Melleville opisał kulę z kredy znalezioną na głębokości 75 metrów we wczesnoeoceńskich pokładach lignitu w pobliżu Leon. Jeżeli tę kulę wykonali ludzie, musieli żyć we Francji przed 45-50 milionami lat. Relacja zawiera liczne szczegóły dokonania znaleziska, co pozwala rozwiać ewentualne wątpliwości. W swej relacji Melleville pisze: „Na długo przed tym odkryciem pracownicy kamieniołomu mówili mi, że wiele razy znajdywali fragmenty drewna zamienione w kamień […] noszące ślady działania człowieka. Bardzo żałuję teraz, iż nie poprosiłem ich o pokazanie mi tych rzeczy, ale nie wierzyłem dotąd, ze to prawda”. Mamy tutaj relację, wartą co najmniej dalszego zbadania.</p>
<p>Popularne stały się znaleziska, dzięki którym mówi się dzisiaj o „neandertalczyku”, „człowieku pekińskim”, „jawajskim”. Czy daje się z nich ułożyć prostą linię rozwoju człowieka.</p>
<p>Większość naukowców nie uważa dziś neandertalczyka za bezpośrednie ogniwo ewolucyjne człowieka. Postrzegają neandertalczyka jako boczne odgałęzienie drzewa ewolucji. Również człowiek jawajski zaczyna wyglądać nieco podejrzanie w roli przodka człowieka. Pierwszych odkryć dokonał w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku holenderski lekarz Eugene Dubois. Szczególnie poszukiwał „brakującego ogniwa”, które, jak przewidywała teoria Darwina, połączyłoby dzisiejszych ludzi z prehistorycznymi małpami. Pierwszym znaleziskiem Dubois na Jawie było sklepienie czaszki przypominające czaszkę małpy. Po mniej więcej roku, w odległości piętnastu metrów, znalazł kość udową, w jego opinii nieco prymitywną lecz nadal podobną do kości udowej człowieka. Doszedł do wniosku, że sklepienie czaszki i kość udowa należą do tej samej istoty. Tak doszło do powstania człowieka jawajskiego. Człowieka jawajskiego zalicza się do gatunku Homo erectus. Warstwy osadów, w których znaleziono te szczątki, datuje się na osiemset tysięcy lat. Jednak w 1973 roku angielscy naukowcy Michael Day i T. I. Molleson starannie zbadali kość udową człowieka jawajskiego i stwierdzili, że nie różni się anatomicznie ona od kości współczesnego człowieka, natomiast poważnie odbiega od kości udowych Homo erectus znalezionych w Chinach i Afryce. Na podstawie tego doszli do wniosku, iż kość udowa nie należy do czaszki człowieka jawajskiego. W roku 1929 Davidson Black poinformował o odkryciu skamieniałości człowieka pekińskiego w Zhoukoudian (poprzednio Czukutien) w Chinach. Obecnie zaliczane do Homo erectus, okazy człowieka pekińskiego zaginęły podczas drugiej wojny światowej. Człowieka pekińskiego tradycyjnie opisywano jako człowieka jaskiniowego, który opanował rzemiosło wyrobu kamiennych narzędzi, łowiectwa i znał ogień. Jednak w opinii wielu wpływowych badaczy pogląd taki był błędny. W człowieku pekińskim upatrywali ofiarę bardziej rozwiniętego hominida, którego szczątków szkieletowych jeszcze nie odnaleziono. Tak więc trudno tu znaleźć pomiędzy tymi znaleziskami logiczną linię rozwoju.</p>
<p>Co to jest kryptozoologia? Jak traktować doniesienia o Yeti, Ałmasie, Wielkiej Stopie itp.?</p>
<p>Kryptozoologia to określenie francuskiego zoologa Bernarda Heuvelmans badań naukowych gatunków, o których istnieniu się donosi, lecz nie jest ono w pełni udokumentowane. Greckie słowo kryptos znaczy „ukryty”. Tak więc kryptozoologia to dosłownie „badanie ukrytych zwierząt”. Istnieje Międzynarodowe Towarzystwo Kryptozoologiczne. W składzie jego kierownictwa znajdują się biolodzy, zoolodzy oraz paleontolodzy z uniwersytetów i muzeów całego świata. Kryptozoolodzy poświęcają dużo uwagi ewentualnemu istnieniu żywych małpoludów w różnych niezbadanych zakątkach świata. Istnieje wiele udokumentowanych doniesień o współczesnych „dzikich ludziach”.</p>
<p>Można podważać istniejące teorie. Trudno zastąpić je nowymi. Jak, według was, powstawała i rozwijała się ludzka rasa?</p>
<p>Zamierzając wyjaśnić początek i rozwój człowieka powinniśmy przede wszystkim postarać się zrozumieć, czym jest istota ludzka. Jeśli uważamy, że ludzie składają się jedynie ze zwykłej materii, ogranicza to wyjaśnienia, jakie możemy przedstawić. Według staroindyjskich pism sanskryckich, ludzie (i wszystkie pozostałe żywe istoty) nie składają się jedynie z materii, ale z materii, umysłu i ducha. Gdy to potwierdzimy, możliwość wyjaśnienia tożsamości i pochodzenia człowieka zwiększy się. Problem ten stanowi treść mojej nastepnej książki, którą zatytułowałem Human Devolution [Deewolucja człowieka]. Krótko mówiąc, proponuję w niej tezę, iż nie wyewoluowaliśmy z materii, a raczej pochodzimy – w procesie deewolucji – od ducha. Oryginalnie istnieliśmy jako cząstki duchowej świadomości na duchowym poziomie rzeczywistości, lecz poprzez niewłaściwe użycie inteligencji i wolnej woli zeszliśmy na niższe poziomy. W procesie tym nasza duchową esencję przykrył umysł i materia.</p>
<p>Dużo pan podróżuje po świecie. W kwietniu tego roku odwiedził Pan Polskę. Jak wypadła ta wizyta?</p>
<p>Polska to jedno z najbardziej zdumiewających miejsc, w jakim kiedykolwiek byłem. W zeszłym roku, nim przyjechałem do Polski, bardzo ucieszyło mnie, że polskie wydanie skróconej popularnej edycji Zakazanej archeologii znalazło się na wysokich miejscach list bestsellerów. Nie sądzę, ze coś takiego stało się gdzie indziej na świecie. Czekałem niecierpliwie na przyjazd do Polski. I nie rozczarowałem się. Wspaniale zareagowały media. Na uniwersyteckie wykłady, spotkania w klubach i konferencje zorganizowane przez grupy alternatywnej nauki przyszła liczna publiczność. Cóż, Polska to kraj Kopernika, który kilka wieków temu wywołał rewolucję w nauce. Myślę, że od tamtej pory Polacy przygotowani są na kolejne tego typu rewolucje!</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę</p>
<p>Dodatkowe „ramki” informacyjne</p>
<p>Świat naukowy różnie zareagował na opracowanie Cremo i Thompsona</p>
<p>„Zakazaną archeologię” obrzucano inwektywami, bez faktycznego omówienia dowodów. Na przykład Richard Leakey napisał do M. Cremo 6 listopada 1993 roku: „Pańska książka to czysta bzdura i nie zasługuje na poważne traktowanie, chyba, że przez głupca. Na nieszczęście jest takich paru, lecz tu właśnie leży wybór i nic tutaj nie można poradzić”. W liście tym nie omówił żadnego znaleziska przedstawionego w książce. Podobnie zareagowała większość naukowców w czasie spotkania w kwietniu 1999 r. w słynnym salonie dyskusyjnym profesora Dudka we Wrocławiu. Choć znalazł się tam głos jednego z wybitnych profesorów, który powiedział, że gdyby choć jeden przykład znalezisk archeologicznych podanych przez Cremo był prawdziwy to cała oficjalna archeologia nie jest funta kłaków warta. Ciekawą opinię wyraził w obszernej recenzji zamieszczonej w Geoarcheology, Ken Feder, antropolog z Central Connecticut State University: „Mimo iż wydźwięk tej pracy jest zdecydowanie antyewolucyjny, nie stanowi ona zwykłej odmiany antyewolucjonizmu ani pod względem formy, treści, ani stylu. W odróżnieniu od typowych pozycji z tego gatunku literatury, autorzy wykorzystują oryginalne źródła, a sama książka jest dobrze napisana. Poza tym, napisano ją na ogólnie dużo wyższym poziomie, niż przeciętną pozycję literatury kreacjonistycznej”.</p>
<p>Inne opinie do wykorzystania</p>
<p>W długim artykule w Social Studies of Science [Społeczna ocena nauki] , prowokacyjnie zatytułowanym „Wedyjski kreacjonizm. Dalsze zmiany w dyskusji nad ewolucją”, Jo Wodak i David Oldroyd pytają: „Czy Zakazana archeologia w ogóle wnosi coś do literatury paleoantropologicznej?” Stwierdzają: „Ostrożnie odpowiadamy – «Tak». Z dwóch powodów. Po pierwsze: Nigdy wcześniej tak dokładnie nie zbadano wspomnianego materiału historycznego. Po drugie: książka rzeczywiście porusza istotny problem, dotyczący braku pewności w «pełnych prawdy» twierdzeniach naukowych”</p>
<p>W L&#8217;Anthropologie, Marylčne Pathou-Mathis pisze: „M. Cremo i R. Thompson celowo napisali prowokującą pracę, która porusza kwestię wpływu dominujących poglądów określonej epoki na badania naukowe. Poglądy te mogą wymusić na badaczach zorientowanie ich analiz w sposób zgodny z koncepcjami akceptowanymi przez społeczność naukową”. Dalej konkluduje: „Nie należy lekceważyć dokumentalnego bogactwa tej pracy – bardziej historycznej i socjologicznej niż naukowej”.</p>
<p>Na niektórych uniwersytetach próbowano powstrzymać wystąpienia M. Cremo. Na innych natomiast użyczano mi forum do dyskusji. Postępowe zgromadzenia, takie jak Światowy Kongres Archeologiczny dopuszczały jego referaty, a w pewnych przypadkach referaty te wybiera się do publikacji w sprawozdaniach z przebiegu konferencji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/wywiad-z-michaelem-cremo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rozmowa z Girgio Bongiovannim &#8211; Ufolog i stygmatyk</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/rozmowa-z-girgio-bongiovannim-ufolog-i-stygmatyk/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/rozmowa-z-girgio-bongiovannim-ufolog-i-stygmatyk/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Oct 2008 20:16:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=329</guid>
		<description><![CDATA[Nie gasną dyskusje wokół jednej z najsłynniejszej postaci światowej ufologii, włoskiego stygmatyka Giorgio Bongiovanniego. Po jego sensacyjnej wizycie w Polsce w 1999 roku ekipa badaczy i ufologów odwiedziła go w ubiegłym roku w jego siedzibie Porto Sant Elpidio we Włoszech. Przypomnijmy. Giorgio Bongiovanni ma 39 lat urodził się i mieszka we Włoszech. Jest pierwszym na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie gasną dyskusje wokół jednej z najsłynniejszej postaci światowej ufologii, włoskiego stygmatyka Giorgio Bongiovanniego. Po jego sensacyjnej wizycie w Polsce w 1999 roku ekipa badaczy i ufologów odwiedziła go w ubiegłym roku w jego siedzibie Porto Sant Elpidio we Włoszech.</p>
<p>Przypomnijmy.</p>
<p>Giorgio Bongiovanni ma 39 lat urodził się i mieszka we Włoszech. Jest pierwszym na świecie człowiekiem, który publicznie pokazuje swoje stygmatyczne rany i poddaje się badaniom lekarskim w świetle kamer. Od młodości interesował się kosmosem. Kiedy trafił na znanego włoskiego mistyka i kontaktowca z UFO Eugenio Syrakuza, jego zainteresowania nabrały bardziej dojrzałego charakteru. Zanim otrzymał stygmaty prowadził małą firmę obuwniczą. Przełom w jego życiu nastąpił 2 września 1989 roku, kiedy to wiedziony paranormalną wizją przyjechał do Fatimy w Portugali, gdzie w 1917 roku miały miejsca słynne objawienia fatimskie. Otrzymał wtedy znane już na całym świecie stygmaty. Od tego czasu odwiedził ponad 30 krajów spotykając się z tysiącami ludzi. Przeprowadzono z nim dziesiątki wywiadów i zrobiono wiele programów i filmów. Spotykał się z przywódcami państw, naukowcami, wysokimi rangą wojskowymi.<br />
<span id="more-329"></span></p>
<p>Głosi on bardzo kontrowersyjne poglądy. Między innymi wskazuje, że za słynnym „cudem słońca” jaki miał miejsce 13 października 1917 roku stoi fenomen niezidentyfikowanych obiektów latających a UFO to pojazdy pozaziemskich istot. Ich część, według niego, asystuje w duchowej misji jaką na naszej planecie pełni postać Jezusa. W czasie wizyty we Włoszech zobaczyliśmy jego siedzibę, ośrodek wydawniczy, i studio wideo. Tutaj powstają filmy na temat UFO. Giorgio ma jedno z największych archiwów rejestracji filmowych UFO na świecie. Najsłynniejsze ujęcia z jego zasobów zostaną pokazane w UFO Forum</p>
<p>Janusz Zagórski</p>
<p>Rozmowa z Girgio Bongiovannim przeprowadzona przez Janusza Zagóskiego</p>
<p>Powszechna jest opinia naukowców, że jeżeli Chrystus był ukrzyżowany musiał być powieszony za nadgarstki, nie za dłonie, gdyż inaczej ciało nie było wstanie utrzymać się na krzyżu. Dlaczego więc masz rany na dłoniach?</p>
<p>Wszyscy stygmatycy mają rany w tych właśnie miejscach, w których mam ja. Św. Franciszek z Asyżu, ojciec Pio mieli stygmaty na dłoniach. Cała wiedza ukrzyżowaniu, wszystkie obrazy, figury i wizerunki religijne przedstawiają Chrystusa właśnie z ranami na dłoniach. Dlatego Jezus w całej swojej inteligencji udziela stygmatów właśnie w tych miejscach, aby nie burzyć istniejącego kontekstu kulturowego. Chodzi o wiarygodność przekazu w oczach milionów ludzi a nie garstki sceptyków.</p>
<p>Wiele osób nie wierzy w prawdziwość Twoich stygmatów.</p>
<p>Tak. Co mam jednak jeszcze zrobić, aby mi uwierzyli? Jeżdżę po całym świecie pokazuje je, choć nie jest to przyjemne. Poddałem się wielu badaniom lekarskim, wielokrotne samo krwawienie było filmowane. Tak było na przykład w czasie mojego pobytu w Meksyku, gdy badania prowadził lekarz sądowy Merico Forense. Miałem również wówczas rozmowę z psychiatrą Jusepe Amara. Na Sycylii na przykład badała mnie hematolog pani dr Carden Recarde.</p>
<p>Opinie lekarzy są tutaj zgodne. Nie stwierdzano, że rany są efektem jakiegoś samouszkodzenia. Moja grupa krwi to zero RH plus. Próbki pobierane z ran krzepły po około 30 sekundach, gdy w normalnie krzepnącej krwi trwa to 5- 8 minut. Poza tym tego typu rany powinny ulec infekcji po kilkunastu dniach. Tak się jednak nie dzieje. W Polsce moim ranom przyglądało się kilku lekarzy, ale trwało to zaledwie parę minut. Ponoć niektórzy byli na tyle zaskoczeni, że nie chcieli publicznie wypowiadać swojej opinii. Najodważniejsza była tu pani Zofia Górnicka-Kaczorowska z Wrocławia mówiąc wprost, że wyjaśnienie pochodzenia moich stygmatów wymyka się oficjalnej wiedzy medycznej.</p>
<p>Nie wszystkie rany na ciele pojawiły się w jednym momencie.</p>
<p>Na początku były tylko na dłoniach. Są to rany obustronne</p>
<p>Po dwóch latach otrzymałem stygmaty także na stopach. W roku 1992 w Urugwaju otrzymuje stygmaty na boku. W 1993 roku, także w Urugwaju, stojąc przy pomniku Ojca Pio otrzymałem stygmaty na czole. I tak żyje z nimi przez cały czas.</p>
<p>Co czujesz, gdy krwawisz?</p>
<p>Rany krwawią codziennie. W tym czasie nie jestem w stanie ruszać się. Muszę się położyć i zrelaksować, gdyż poruszanie się przynosi ból. To wszystko jest do zniesienia, ale nie mogę powiedzieć żebym nie cierpiał. W momencie krwawienia objawia mi się Jezus. Po tym krótkim okresie intensywnego bólu zaczyna on ustępować. Wtedy jestem w stanie w jakiś sposób się poruszać. Rany zabliźniają się. Później mogę się podnieść i normalnie poruszać się. We wszystkie dni codziennie zdarza się ta sytuacja. Już od dziesięciu lat codziennie czuje ten ból. I jestem spokojny nawet jeśli jest to uciążliwe. Objawienia Matki Boskiej są bardzo rzadkie. Natomiast objawiający się mi Jezus Chrystus albo jest sam, albo w towarzystwie innych świetlistych osób. Wtedy otrzymuje informacje, przekazy. Niektóre pisze i publikuje w swoich czasopismach</p>
<p>Większość tych przekazów jednak nie jest publikowanych</p>
<p>Kim jest dla ciebie Jezus Chrystus?</p>
<p>Jezus Chrystus jest dla mnie centrum Uniwersum, Wszechświata.</p>
<p>Jest Synem Bożym. Czuję się jego uczniem, synem nawet, jeśli mam wiele grzechów. Nie jestem jednak tylko i wyłącznie chrześcijaninem. Wierzę, że Bóg wysłał na ziemię wielu nauczycieli. Największy z nich wszystkich jest jego syn Jezus Chrystus. Ale także i inni jego synowie zostali wysłani na ziemię. Bywało to zarówno przed obecnością Chrystusa na świecie, jak i po jego śmierci.</p>
<p>Czuję się więc osobą bardzo ekumeniczną, bardzo uniwersalną. Ja nie tylko respektuje inne wiary, ale uznaje także w inne poglądy religijne.</p>
<p>A Matka Boska?</p>
<p>Kobieta, która dała życie Chrystusowi jest dla mnie również osobą boską.</p>
<p>Matka Boska dużo pracuje dla ludzkości. Madonna objawia się na całym świecie. Przypomnę choćby przypadek Qubecko w Ruandzie. Tam objawienia otrzymała młoda Murzynka przed słynną krwawą rzezią między Tutsi a &#8230;&#8230;&#8230;</p>
<p>Było to dramatycznym ostrzeżeniem przed tą tragedią. Niestety nie zostało ono należycie wysłuchane. Wiemy o wydarzeniach w Garabandal w Hiszpanii. Do dziś w Medjugorje na terenie Hercegowiny mają miejsce niezwykłe wydarzenia. Objawienia były w Meksyku, Argentynie, Wenezueli, Rosji, Bułgarii, we Włoszech, w Stanach Zjednoczonych w Giorgi, w Australii. Matka Boska objawia się na całym świecie. I daje te same przekazy wszystkim bez względu na wiarę danego narodu, aby ostrzec świat idący w kierunki katastrofy, samozniszczenia. Człowiek może jej zapobiec. Matka Boska objawia się, aby go w tym wesprzeć. Nie jest zadowolona ze zdarzających się katastrof. Chce im zapobiec. W tym celu aranżowane są objawienia na całym świecie.</p>
<p>Jesteś po raz pierwszy w Polsce. Jak się tutaj czujesz? I po co tu przyjechałeś?</p>
<p>Czuję się bardzo emocjonalne podekscytowany mogąc być tutaj razem z wami.</p>
<p>Naród Polski jest narodem bardzo wierzącym. Dlatego czuję się bardzo dobrze między Wami, ponieważ sam jestem wierzący. Jesteście narodem bardzo uduchowionym, chrześcijańskim, dlatego jestem szczęśliwy, że mogę być między wami. Inne narody też są uduchowione, chociaż nie są chrześcijańskie.</p>
<p>Polska jest ziemią bardzo ważną. Nie tylko dlatego, że papież jest Polakiem.</p>
<p>Również dlatego, że Matka Boska objawia się także tutaj – Matka Boska Częstochowska. Cieszę się, że znaleźli się ludzie, którzy odważyli się mnie tutaj zaprosić. Przyjechałem przywieźć wam objawienie fatimskie, które jest najważniejsze ze wszystkich objawień Matki Boskiej i które dotyczy naszej przyszłości, nawrócenia się człowieka i możliwej apokalipsy.</p>
<p>Co zawiera Trzecia Tajemnica Fatimska?</p>
<p>Objawienie fatimskie obejmuje kilka spraw dotyczących przyszłości, które obecny papież zna bardzo dobrze. Niewielką ich część Jan Paweł II przekazał do publicznej wiadomości w roku 1980 roku w czasie pobytu w Niemczech. Matka Boska w tym objawieniu przede wszystkim nawołuje do modlitwy. Madonna mówi tam o okresie drugiej części XX-wieku, czyli obecnym czasie. Zapowiada, że wydarzy się kilka rzeczy. Pierwszą jest kryzys wewnątrz państwa watykańskiego. Rozłam pomiędzy kardynałami we władzach kościelnych. Do tego stopnia, że papież mógł zginąć z tego powodu. Następną rzeczą jest problem wybuchu III wojny światowej. Może nie dojść do niej, jeśli człowiek zmieni swoje postępowanie. Ostatnia wojna w Jugosławi była sygnałem pokazującym co może nas czekać. Kolejna sprawa to kataklizmy, które wystąpią w tych czasach. Nie jest powiedziane jaki to będzie rodzaj kataklizmów. Czy asteroid, czy trzęsienie ziemi, czy coś innego? W przekazie fatimskim porusza się też kwestie obecność szatana, antychrysta na ziemi.</p>
<p>Oczywiście przedstawianą przyszłość można poprzez modlitwę i właściwe postępowanie zmienić.</p>
<p>O niektórych podanych wyżej treściach słyszeliśmy już z choćby opublikowanej w 1963 roku tzw. wersji dyplomatycznej przepowiedni fatimskiej. Czy jest coś co nawet w przeciekach było skrywane?</p>
<p>Są w tym przekazie słowa niosące nadzieję i optymizm.</p>
<p>Madonna oznajmia, że po trudnym okresie nadejdzie bardzo długi czas pokoju na świecie. Ma to związek z zapowiedzią ponownego przyjścia Chrystusa na ziemie. Stanie się to w momencie, którego nikt się nie spodziewa.</p>
<p>Drugą ważną informacją jest tam zapowiedź spotkania się ludzkości z istotami spoza naszego świata żyjącymi we Wszechświecie. (Według mojego rozeznania powinno to nastąpić w okolicach 2012 roku). To są najważniejsze elementy trzeciego objawienia fatimskiego. Jezus i Matka Boska powiedzieli, abym poszedł w świat to przekazywać.</p>
<p>Jak odnosi się do Ciebie hierarchia kościelna?</p>
<p>Władze kościelne wypowiedziały się przeciwko mojemu posłannictwu. Zrobił to na przykład wprost przewodniczący konferencji episkopatu włoskiego. Ale tak było często w historii kościoła. Joanna D`ark, Galileusz. Były to osoby prześladowane przez władze kościele. Ojciec Pio został uznany przez władze kościelne dopiero po śmierci. Zdaję się, że muszę teraz być ignorowany i krytykowany przez władzę kościoła, aby w przyszłości władze kościelne mnie uznały. Ale chyba mój przekaz nie byłby tak czysty, gdyby władze kościoła zaakceptowały mnie jeszcze za mojego życia. Większość misjonarzy, których poznałem w dyktatorsko rządzonych krajach Afryki, Ameryki Łacińskiej zajmujących się pomocą biednym i dzieciom mają kłopoty z miejscowymi władzami, w tym kościelnymi. Tutaj w Polsce media mówią i będą mówiły na mój temat, ale dostojnicy kościelni raczej tego nie zrobią. A jeśli to zrobią to na pewno źle.</p>
<p>Czy próbowałeś spotkać się z papieżem?</p>
<p>Miałem okazję rozmawiać z osobami, które są bardzo blisko papieża. Wiem, że ma on zdjęcia z moimi stygmatami. Rozmawiał z kardynałem Ovnii, ale papież nie przyjął mnie na audiencji. Gdyby to zrobił doprowadziłby go do poważnego problemu politycznego. Jestem we Włoszech osobą bardzo znaną. Oficjalnie jestem odsunięty od kościoła. Watykan nie prześladuje mnie, wiedzą , ze moje stygmaty są prawdziwe. Spotykając się ze mną papież musiałby się tłumaczyć dlaczego przyjął Bongiovanniego.</p>
<p>Deklarujesz się jako katolik jaki jest Twój stosunek do reinkarnacji</p>
<p>Wierzę w reinkarnację. To jest zapewne jeden z powodów odsunięcia się Watykanu ode mnie. Reinkarnacja jest rzeczą poważną To nie jest bluźnierstwo. To jest prawo naturalne, duchowe. To jest doświadczenie duchowe. W swoim korzeniach, w pierwszych wiekach po Chrystusie kościół uznawał reinkarnację. Są miliony chrześcijan, którzy chodzą do kościoła, przyjmują sakramenty i wierzą jednocześnie w reinkarnację. Na temat swoje reinkarnacji mogę powiedzieć tylko jedną rzecz że byłem jednym z pastuszków w Fatimie w czasie tamtych historycznych wydarzeń.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę</p>
<p>Propozycję ramek:</p>
<p>Pierwsza:</p>
<p>Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy powiał wiatr wolności, głośno stało się w Polsce o stygmatyczce z małej wsi Radomin na ziemi toruńskiej &#8211; Jadwidze Bartel. Wszystko zaczęło się w 1950 roku, kiedy jak twierdzi wieczorem objawił się Pan Jezus. Kilka miesięcy później przechodząc przez podwórze jej sąsiadka zauważyła: Co pani Bartlowa ma takie czoło skrwawione? Kiedy weszła domu i wzięła lusterko zobaczyła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Wycierając krew ręcznikiem czuła wielki ból. Krwawienia zaczęły pojawiać się w każdy piątek. Pani Jadwiga po południu zamykała się w pokoju kładła na łóżku, w nogach pojawiał się jaśniejący krzyż, który promieniując otwierał rany. Była wtedy bezwładna i nie mogła się ruszać. Po pewnym czasie wszystko wracało do normy. Pani Bartel w odróżnieniu na przykład od Ojca Pio miała stygmaty przemiennie. Najczęściej na czole w postaci krwawiącego potu. Był przypadek, że przez 33 dni krew leciała jej z prawego boku. Według relacji wielu świadków za jej pośrednictwem dokonało się wiele uzdrowień. Ówcześni funkcjonariusze służby bezpieczeństwa chcieli usunąć najbardziej rzucające się w oczy znaki na czole, by nie wzbudzały zainteresowania religią. Oczywiście nic z tego nie wyszło.</p>
<p>Druga ramka</p>
<p>Od czasów słynnych objawień fatimskich tego typu fenomeny pojawiały się na świecie dziesiątki razy. Jednak tylko objawienia Medjugorje na terenie Hercegowiny dorównały rangą i sławą Fatimie. W 1981 roku szóstka młodych ludzi doświadczyła niezwykłych wizji spotkań z istotą określającą się jako Królowa Pokoju. Osoby te o stałej porze zapadały w trans i rozmawiały z niewidoczna dla innych istotą. Temu fenomenowi towarzyszyła olbrzymia ilość niezwykłych manifestacji świateł na niebie i innych niewyjaśnionych zjawisk doświadczanych przez tysiące przyjeżdżających tam ludzi. Objawienia te, choć w zredukowanej formie mają tam miejsce nadal. Do tej pory Medjugorje odwiedziło ponad 20 milionów pielgrzymów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2008/10/11/rozmowa-z-girgio-bongiovannim-ufolog-i-stygmatyk/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wrocławski supermikroskop</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2002/12/11/wroclawski-supermikroskop/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2002/12/11/wroclawski-supermikroskop/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Dec 2002 20:59:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=358</guid>
		<description><![CDATA[Ten bezprecedensowy w skali świata mikroskop może otworzyć nowy rozdział w nanotechnologii i zostanie po raz pierwszy publicznie opisany na II Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków i Konstrukcji we Wrocławiu Z dr Krzysztofem Grzelakowskim, konstruktorem niezwykłego urządzenia rozmawia Janusz Zagórski Czy w Polsce ktoś buduje elektronowe mikroskopy? Przyznam szczerze, że nie słyszałem o takich przypadkach. Prawdopodobnie jestem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ten bezprecedensowy w skali świata mikroskop może otworzyć nowy rozdział w nanotechnologii i zostanie po raz pierwszy publicznie opisany na II Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków i Konstrukcji we Wrocławiu</p>
<p>Z dr Krzysztofem Grzelakowskim, konstruktorem niezwykłego urządzenia rozmawia Janusz Zagórski</p>
<p>Czy w Polsce ktoś buduje elektronowe mikroskopy?</p>
<p>Przyznam szczerze, że nie słyszałem o takich przypadkach. Prawdopodobnie jestem jedynym kto się tym zajmuje. Będąc zagranicą budowałem już nowatorskie urządzenia tego typu. Po powrocie do Polski stworzyłem tutaj we Wrocławiu rzecz, myślę niebagatelną.</p>
<p>Dlaczego postawił Pan sobie za cel zbudowanie takiego niezwykłego urządzenia?<br />
<span id="more-358"></span></p>
<p>Z wykształcenia jestem fizykiem. Studiowałem we Wrocławiu na uniwersytecie fizykę eksperymentalną, fizykę próżni, fizykę powierzchni. Moim wielkim mistrzem był profesor Jerzy Czyżewski. W 1985  roku wyjechałem zagranicę, gdzie przez wiele lat uczestniczyłem, w realizacji różnych projektów naukowo-badawczych. Zdobyłem tam wiele unikalnych doświadczeń.</p>
<p>Kiedy jednak z perspektywy czasu zastanawiam się co legło u najgłębszych podstaw zbudowania tego mikroskopu, to mogę powiedzieć, że na początku nie chodziło tutaj o konkretnie wyobrażone urządzenie. To był efekt stopniowego ucieleśniania się wielkiego marzenia, aby uzyskać uniwersalne narzędzie badawcze, które pozwoli zobaczyć pewne zjawiska i procesy dotyczące materii, które do tej pory były dla badaczy jednocześnie niewidoczne.</p>
<p>To jedno urządzenie miało kumulować możliwości różnorodnego sprzętu porozrzucanego po różnych instytutach, laboratoriach i tym podobnych miejscach. Co więcej, każde z tych dotychczasowych instrumentów badawczych pozwalało oglądać jakiś wycinek rzeczywistości,ale to wykluczało zobaczenie jej jednocześnie od innej strony. To nie było rzemieślnicze wykonanie jakiejś konstrukcji. Pasjonuje mnie odkrywanie tajemnic wszechświata. W mojej wirtualnej wyobraźni ta naczelna idea szukała drogi do ziszczenia się.  Często nie wiedziałem jeszcze jak, ale wiedziałem co. W konsekwencji trzyletnich  trudów i momentami  załamań udało się to osiągnąć.</p>
<p>Zrealizował Pan swoje marzenie budując pierwszy w świecie wielofunkcyjny, spektromikroskop elektronowy. Na czym polega jego działanie?</p>
<p>Jest tutaj zunifikowanych kilka różnych dróg obserwowania rzeczywistości materialnej, które dotąd realizowane były przez różne urządzenia.</p>
<p>Dwie z nich mają jednak zasadnicze znaczenie.</p>
<p>Z jednej strony, mikroskop ten pozwala „widzieć” struktury rozkładu atomów, głównie monokryształów, które stosuje się w zaawansowanych technologiach.</p>
<p>Kryształy mają wspaniałą symetryczną, harmonijną i perfekcyjną budowę. Jest to wgląd w pojedynczą komórkę atomową której  forma jest powtarzalna..</p>
<p>Skoro to się powtarza, to po co oglądać ciągle to samo, zapyta laik?</p>
<p>A właśnie, wszędzie mogą występować wady, zaburzenia topografii rozłożenia poszczególnych cząstek. Mikroskop jest po to, aby zobaczyć te zaburzenia.</p>
<p>Chcemy zbudować materiał, którego natura nie stworzyła. W pewnych warunkach możemy na nim wymusić określone własności.</p>
<p>Na przykład, rozpylamy na daną próbkę warstwę złożoną z pojedynczych atomów danego pierwiastka. Kiedy to skończymy patrzymy przez ten mikroskop i mówimy: wystarczy. Teraz chce mieć inny pierwiastek. „Nakładamy” inną warstwę pojedynczych  atomów. Tworzy się zupełnie nowy kryształ, nowy materiał, który może mieć wspaniałe właściwości. Za pomocą tego mikroskopu można na bieżąco kontrolować jak ten nowy materiał rośnie, jakich własności nabiera, oceniać jakie atomy, w którym miejscu osiadają.</p>
<p>Na czym polega ta druga zasadnicza funkcja?</p>
<p>Pozwala między innymi na zobaczenie topografii materiału, czyli jak są położone „wyspy”, grupy atomów. Nie jest tak łatwo je zobaczyć.</p>
<p>Na przykład: sprawdzamy czy na danej powierzchni  jest siarka. Ustawiamy mikroskop tylko na „widzenie” linii siarki i wtedy w obrazie pojawi się tylko ten pierwiastek. To urządzenie w jakimś sensie integruje możliwości wielu innych technik pomiarowych.  Stwarza możliwości  oglądania rzeczywistości materialnej , monitorowania jej własności i jednoczesnego programowania, tworzenia różnych, nowych form materii. To jest  kreacja materii nieistniejącej i jednocześnie poznawanej z różnych punktów widzenia w procesie rodzenia się jej.</p>
<p>Do tej pory trzeba było przerywać ten proces  tworzenia nowego rodzaju materii, by użyć zupełnie innych urządzeń i metod, aby sprawdzić jej właściwości.</p>
<p>Tutaj w tym urządzeniu możesz za pomocą jednego „aktu poznawczego” uchwycić moment zmiany położenia  atomów i ich  aspekt chemiczny.</p>
<p>Sprawdzisz jakie pozycje przyjmują  atomy wybranych pierwiastków. To jest wyjątkowo ważne na przykład przy wyłapywaniu defektów badanej powierzchni.</p>
<p>Jak było możliwe zrobienie czegoś takiego w naszym kraju?</p>
<p>Tym moim  projektem &#8211; marzeniem zainteresowałem Uniwersytet Wrocławski.</p>
<p>Zostało ono zamówione przez Instytut Fizyki i prof. J. Kołaczkiewicza.</p>
<p>Finansowo zaangażował się w tą sprawę  Komitet Badań Naukowych. Udało mi się uzyskać nisko oprocentowany kredyt od Agencji Techniki i Technologii na realizację wielu działań technicznych.</p>
<p>Czy  to da jakieś wymierne korzyści?</p>
<p>Postęp techniczny  następnych 20 lat będzie rozwijał się w kierunku nanotechnologii.</p>
<p>Jak powiedziałem to urządzenie pozwala na monitorowanie procesu tworzenia nowych form materii. Jeżeli się uda zapanować nad procesami z udziałem elementów o nanometrowych wymiarach , w których da się zapisać informację, to  zminiaturyzujemy  obecną  elektronikę w rewolucyjny sposób.</p>
<p>Laboratoria na świecie nie są jeszcze wyposażone w urządzenia, które są w stanie to robić. Stwarza to szansę polskiej fizyce nawiązania kontaktu ze ścisłą światową czołówka w tej dziedzinie.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2002/12/11/wroclawski-supermikroskop/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elektryczność człowieka</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/elektrycznosc-czlowieka/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/elektrycznosc-czlowieka/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Oct 2002 20:51:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=352</guid>
		<description><![CDATA[Z dr Janem Szymańskim, prelegentem na zbliżające się II Ogólnopolskie Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków, Konstrukcji i Pomysłów rozmawia Janusz Zagórski Jest pan autorem pierwszej w Polsce pracy doktorskiej poświęconej polu elektrycznemu człowieka. Organizm ludzki jest źródłem prądu? Studiowałem we Wrocławiu, ale praca doktorska została obroniona w 1987 roku w Krakowie na tamtejszej Akademii Rolniczej. Jej oficjalny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z dr Janem Szymańskim, prelegentem na zbliżające się  II Ogólnopolskie Forum Niekonwencjonalnych Wynalazków, Konstrukcji i Pomysłów rozmawia Janusz Zagórski</p>
<p>Jest pan autorem pierwszej w Polsce pracy doktorskiej poświęconej polu elektrycznemu człowieka. Organizm ludzki jest źródłem prądu?</p>
<p>Studiowałem we Wrocławiu, ale  praca doktorska została obroniona w 1987 roku w Krakowie na tamtejszej Akademii Rolniczej. Jej oficjalny tytuł brzmiał: „Badania porównawcze nad zmiennym polem elektrycznym zwierząt i człowieka w środowisku powietrznym”.  Enigmatycznie brzmiące określenie „środowisko powietrzne” oznaczało nic innego jak bezkontaktowe mierzenie natężenia pola elektrycznego wokół żywych organizmów. Chodziło o pomiar pola elektrycznego jakie wytwarza np. żywy człowiek wokół siebie nie podłączając jego ciała żadnymi kabelkami do przyrządu pomiarowego. Organizm żywy jest źródłem pola elektrycznego. Eksperymentalne potwierdzenie tego w mojej dysertacji doktorskiej było wtedy novum w polskiej nauce.</p>
<p>Dzięki czemu  można takie rzeczy robić?<br />
<span id="more-352"></span></p>
<p>Umożliwia to elektroniczna technika pomiarowa. Tego typu możliwości techniczne były już w połowie XX wieku. Nikt jednak nie sprawdzał, czy aby człowiek nie jest też źródłem pola elektrycznego. Nie było problemu, tym bardziej wiec nie było metodyki jak do niego podejść.  Na  świecie pierwsze eksperymenty w tym kierunku zaczęły się w koniecu lat 60-tych. Najpierw przedmiotem badań były zwierzęta. Konkretnie żaby. Były małe a proszę pamiętać, że takie pomiary należy robić w tzw. klatce Faradaya pozwalającej odizolować obiekt od oddziaływania różnego typu pól elektromagnetycznych tak wszechobecnych w sztucznym środowisku człowieka. Łatwiej i taniej było zbudować taką klatkę dla żaby niż dla osoby ludzkiej. W tych badaniach prym wiedli tutaj Rosjanie. Amerykanie im wtórowali, ale ich interpretacja była pogmatwana, jakby bali się przyznać co oznaczają wyniki eksperymentów.</p>
<p>Właśnie. Powszechnie słyszymy o biopolu człowieka, jego aurze. Pojęcia te powstały poza oficjalna nauką czy one mają coś wspólnego ze zjawiskami, które pan bada?</p>
<p>Oczywiście, ze tak. Pojawił się zupełnie nowy wątek przy rozpoznawaniu nieznanego dotąd obszaru elektryczność jaki istnieje wokół człowieka związany z medycyną niekonwencjonalną, medycyną wschodu. Na przykład akupunktura, bioenergoterapia, to obszary wiedzy pozaakademickiej, którym towarzyszą  tego typu zjawiskach. Przez wiele lat pracowałem w Centrum Akupunktury profesora Zbigniewa Garnuszewskiego, pioniera badań naukowych nad akupunkturą i wprowadzaniem jej do praktycznych celów terapeutycznych w Polsce. To co od kilku tysiącleci robili Chińczycy nakłuwając odpowiednie miejsca na ciele człowieka, to nic innego jak próby regulowania słabych prądów elektrycznych jakie opływają człowieka. Od kiedy nasz profesor, wielki mistrz zmarł ustały badani naukowe w tym kierunku. Teraz prowadzone są między innymi w Szwecji. Jestem stałym współpracownikiem placówki zajmującej się tym problemem. Pojęcia typu biopole czy aura zupełnie mnie rażą. Są dla mnie oczywiste.</p>
<p>Co, w takim razie konkretnie potraficie zmierzyć trzymając swoje urządzenia w pewnej odległości od człowieka?</p>
<p>Są to różne pola: elektryczne, magnetyczne, elekromagnetyczne. Można także badać skład chemiczny powietrza tuż przy skórze człowieka, bo ono też podlega zmianom w zależności od stanu poszczególnych organów i całego ciała. Notujemy też emisję mikrofalowe, emisje w podczerwieni. Tych pól nie widzimy, ale widzą je przyrządy. Pod pojęciem aura, biopole może kryć się wiele danych i parametrów. Wiele z nich ciągle jest dla nas nieznanych.</p>
<p>Jakie jest pole elektryczne przeciętnego człowieka?</p>
<p>Jest taka jednostka pomiarowa, która wyraża ilość Voltów jaką rejestrujemy w odległości jednego metra od powierzchni organizmu. To taka jednostka podstawowa. Przeciętnie, w tej metrowej odległości od organizmu człowieka notujemy od kilku do kilkunastu Voltów. Mamy tutaj do czynienia zarówno z polem statycznym jak i zmiennym. Pracujące serce czy mięśnie wytwarzają pole zmienne. Mają one wtedy niewielką wartość ok. 1 Volta na metr. Natomiast pola quasi stałe są silniejsze, dochodzą nawet do kilkunastu V na metr.</p>
<p>Co takiego dzieje się w organizmie ludzkim, ze generuje on na zewnątrz pola elektryczne?</p>
<p>To ciągle obszar mało znany. Możemy jednak wskazać  np. zjawiska piezoelektryczne czyli takie, gdy ruch mechaniczny wytwarza potencjały elektryczne. Praca mięśni jest tutaj najlepszym przykładem, albo praca  serca.</p>
<p>Nauka te sprawy traktowała marginalnie. Zlekceważono  filozoficzne i teoretyczne podwaliny tej wiedzy, które stworzył nieżyjący już genialny ksiądz profesor Włodzimierz Sedlak. Jego praca Homo Elektronicus to drogowskaz dla wręcz rewolucyjnego postępu w medycynie. Mam nadzieję, że go dostrzeżmy.</p>
<p>Dziękujemy za rozmowę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/elektrycznosc-czlowieka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Richardem L. Thompsonem</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-richardem-l-thompsonem/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-richardem-l-thompsonem/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Oct 2002 20:48:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=350</guid>
		<description><![CDATA[Richard L. Thompson – pytania do wywiadu dla redakcji “Faktora X” opracowane przez Janusza Zagórskiego w tłumaczeniu Krzysztofa Rogowskiego Dr Richard L. Thompson – tytuł doktora (matematyki) uzyskał na Cornell University. Autor książek i kaset wideo z dziedziny nauki i filozofii. Współautor (obok M. Cremo) słynnej już Zakazanej archeologii. Przez dwadzieścia lat prowadził badania z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Richard L. Thompson – pytania do wywiadu dla redakcji</p>
<p>“Faktora X” opracowane przez Janusza Zagórskiego</p>
<p>w tłumaczeniu Krzysztofa Rogowskiego</p>
<p>Dr Richard L. Thompson – tytuł doktora (matematyki) uzyskał na Cornell University. Autor książek i kaset wideo z dziedziny nauki i filozofii. Współautor (obok M. Cremo) słynnej już Zakazanej archeologii. Przez dwadzieścia lat prowadził badania z zakresie biomatematyki a także teledetekcji satelitarnej sponsorowane przez NASA. Równolegle studiował kosmologiczną literaturę wedyjską starożytnych Indii i współczesne doniesienia o UFO. Owocem tego jest fundamentalna praca Tożsamość Obcych, która w głęboki i wszechstronny sposób konfrontuje wiedzę zawartą w Wedach ze współczesnymi doniesieniami o UFO, oraz wchodząca właśnie na polski rynek Wedyjska kosmografia i astronomia. Założyciel Bhaktivedanta Institute &#8211; naukowej gałęzi Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny. Instytut ten zajmuje się badaniem relacji pomiędzy współczesną nauką a obrazem świata przedstawionym w staroindyjskiej literaturze wedyjskiej.</p>
<p>Uważa pan Wedy za ważne źródło wiedzy historycznej. Czym właściwie są i dlaczego pan je tak ocenia?<br />
<span id="more-350"></span></p>
<p>Wedy to starożytne teksty religijno-filozoficzno-historyczne, spisane w sanskrycie i pochodzące z Indii. Sanskrycki wyraz veda znaczy „wiedza”. W starożytności mieszkańcy Indii uważali Wedy za skarbnicę wiedzy i do dziś je za taką uważają. Mówiąc ściśle, współcześni uczeni uznają za Wedy jedynie cztery teksty: Jadżur, Sama, Atharwa oraz Rygwedę. Jednak w tradycji indyjskiej pojęcie „Weda” jest szersze. Na przykład historyczny epos Mahabharata oraz filozoficzne teksty znane jako Purany składają się na Piątą Wedę.</p>
<p>Tożsamość Obcych czerpie przede wszystkim z Mahabharaty i Bhagawata Purany (inaczej: Bhagawatam) – jednego z najważniejszych tekstów puranicznych. Pisma te zawierają sporo informacji o obserwacjach i przeżyciach mieszkańców starożytnych Indii. Informacje takie postrzegano poprzez światopogląd diametralnie różny od obecnego. Dzięki temu można je z pożytkiem wykorzystać do weryfikacji naszych współczesnych obserwacji i doznań.</p>
<p>Dla przeciwników tezy o zaawansowanej wiedzy starożytnych hindusów częstym argumentem jest ich koncepcja płaskiej Ziemi.</p>
<p>W Bhagawatam znajduje się obszerny rozdział poświęcony kosmologii, opisujący Bhu-mandalę. Termin ten dosłownie oznacza „ziemskie koło” bądź „ziemski dysk”. Niemniej wnikliwa analiza tekstu pokazuje, iż Bhu-mandala odgrywa ważną rolę w dwóch wyrafinowanych i rzeczywistych modelach astronomicznych: w pierwszym stanowi rzut biegunowy kuli ziemskiej, podobny do mapy opartej na rzucie stereograficznym, jakiej używa się w astrolabium. W drugim jest modelem Układu Słonecznego.</p>
<p>Układ Słoneczny leży niemal w jednej płaszczyźnie, jest więc płaski. Mapa Ziemi jest również płaska, mimo iż odwzorowuje kulę. Stąd tak zwana „płaska Ziemia” nie jest tym, za co uchodzi. Można przedstawić argumenty historyczne, które przemawiają za istnieniem zaawansowanej wiedzy o Ziemi i Układzie Słonecznym w starożytności. Możliwe, że pogląd o dosłownie płaskiej Ziemi pojawił się w wyniku niezrozumienia powstałego w późniejszych czasach, gdy wiedza naukowa [na ten temat] zanikła.</p>
<p>Dlaczego w tekstach wedyjskich nie ma wzmianek o takich planetach jak Uran, Neptun, Pluton?</p>
<p>O ile wiem, nie ma bezpośrednich dowodów, iż planety te znano w czasach wedyjskich. Są jednak ciekawe dowody pośrednie: Uran, Neptun i Pluton tworzą, wraz z pozostałymi planetami, ustawienie liniowe, które oznacza początek wieku (juga) Kali (około 5000 lat temu). Jeżeli nie jest to zwykły zbieg okoliczności, nasuwa się myśl, że ktoś, kto określał czas Kali-jugi – bez względu na to, kim był – wiedział o tych planetach. Oczywiście w tradycyjnym rozumieniu indyjskim wiek Kali ustalają półbogowie – nie jest to więc jedynie epoka stworzona przez człowieka.</p>
<p>Jak jawi się powstanie życia na Ziemi w świetle źródeł wedyjskich?</p>
<p>Według Bhagawatam, Najwyższa Istota stworzyła w tym wszechświecie pierwszego półboga, zwanego Brahmą. Brahma był źródłem wielu pokoleń rozmaitych półbogów, a ci z kolei – bytów nadludzkich i różnorodnych istot niższego rzędu, w tym ludzi, zwierząt i roślin. Taki proces można by nazwać odwrotną ewolucją, w której wyżej zorganizowane formy w systematyczny sposób generują formy niższe.</p>
<p>W Wedach mówi się o gwiezdnych wojnach. Jaki był ich przebieg i rezultat? Czy Ziemia była obiektem najazdu Obcych?</p>
<p>Literatura wedyjska szeroko omawia wojny w niebiosach pomiędzy Dewami (półbogami) a Asurami (ich wrogami). Dewowie czasem te wojny wygrywają, a czasem ponoszą klęskę. Na ogół, gdy Asurowie pokonują Dewów, ci ostatni uzyskują pomoc od Najwyższej Istoty – Wisznu. Dzięki temu odzyskują władzę nad wszechświatem.</p>
<p>Jak podaje Mahabharata, w jednej z takich wojen Dewowie zepchnęli Asurów do podziemnych obszarów naszej planety. Asurowie zaczęli snuć plany, aby zapanować nad ludźmi i rządzić Ziemią. W tym celu część z nich narodziła się wśród ludzi (w swych postaciach subtelnych) w rodzinach królewskich, dzięki czemu mogła łatwo przejąć władzę polityczną nad społeczeństwem. Reakcją wielu Dewów było zstąpienie – na żądanie Pana Wisznu – na Ziemię i również narodziny w społeczności ludzi. Wspomniany zbrojny konflikt przeniósł się wtedy na Ziemię.</p>
<p>Mahabharata, jedna z największych światowych epopei, opiera się na wątku inwazji z kosmosu. Z pewnością jest on w niej obecny. Osobną kwestię stanowi to, czy uznamy go za wierny prawdzie historycznej.</p>
<p>Czy widzi Pan związek miedzy wedyjskimi opisami rozmaitych ras humanoidalnych a współczesnymi relacjami ufologicznymi?</p>
<p>Pomiędzy puranicznymi opisami pewnych nadludzkich istot a istotami ze współczesnych relacji o UFO zachodzą bliskie analogie. Można je zauważyć na poziomie techniki, osobistych zdolności paranormalnych istot i zachowania, lecz nie wyglądu zewnętrznego. Oto zestawienie najważniejszych z nich:</p>
<p>Technika: Purany oraz Mahabharata opisują maszyny latające zbudowane przez istoty inne niż ludzkie. Pojazdy te pod kilkoma ważnymi względami przypominają UFO.</p>
<p>Zdolności paranormalne: literatura sanskrycka wspomina o „mocach mistycznych”, zwanych siddhi, takich jak telepatyczne porozumiewanie się, umiejętność wywierania hipnotycznego wpływu na innych, lewitacja, zdolność dowolnego pojawiania się i znikania itd. Podobne zdolności przypisuje się Obcym występującym we współczesnych relacjach ufologicznych. W tym przypadku analogie są dość bliskie.</p>
<p>Zachowanie: istnieje tutaj kilka analogii. Na przykład Mahabharata opisuje porwanie człowieka przez istoty zwane Danawami, które jest bardzo podobne do relacji z porwań przez UFO. Pewne istoty niskiego rzędu, dysponujące nadludzkimi mocami, interesują się ludźmi również od strony seksualnej. Podobne zainteresowanie widzimy w doniesieniach o UFO. Przeważnie analogie w zachowaniu dotyczą istot, które wspomniane teksty określają mianem demonów bądź duchów.</p>
<p>Wygląd zewnętrzny: generalnie przyjmuje się, iż nadludzkie istoty wymieniane w literaturze wedyjskiej mają wygląd człowieka, choć mogą być opisywane jako niezwykle piękne bądź odrażające. Niektóre z nich mają postać krępych karłów, inne – duże oczy, a jeszcze inne – potężne szczęki i przerażające zęby. Część z nich pojawia się w postaci zwierzęcia lub hybrydy zwierzęcia i człowieka. Są też wzmianki o zdolności do zmiany formy bądź projekcji nierzeczywistej postaci. Nie napotkałem jednak informacji, która traktowałby o istotach przypominających tak zwanych Szarych Obcych.</p>
<p>W Tożsamości Obcych pisze pan o eksperymentach genetycznych przeprowadzanych na ludziach przez obce istoty w pradawnych dziejach Ziemi. Czy to możliwe, że już w tamtych czasach mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem “Men in Black” [Ludzi w Czerni] i okaleczeniami zwierząt?</p>
<p>Nic mi nie wiadomo na temat „Men in Black” [Ludzi w Czerni], niemniej jednak istnieje kilka opisów uśmiercania i okaleczania ludzi przez istoty z niższych poziomów rzeczywistości. Na przykład w Ramajanie jednen z głównych wątków stanowią ataki Rakszasów na mędrców przeprowadzających obrządki religijne w lesie. W pewnej historii z Mahabharaty istoty zwane Danawami zostały zepchnięte przez Dewów z niebios na Ziemię. Ukryły się w głębinach oceanu i wychodziły na ląd, aby zabijać i kaleczyć ludzi. Podaje się, że wywołało to masową panikę w społeczeństwie.</p>
<p>Które z ras pozaziemskich były nam przychylne i dlaczego?</p>
<p>Dlaczego najwyższa istota Brahma obdarzała “łaską” rasy humanoidalne wrogie ludziom?</p>
<p>Przyglądając się tej kwestii z punktu widzenia literatury wedyjskiej, nieuchronnie wracamy do wątku długotrwałej wojny między Dewami, czyli siłami boskimi, a ich przeciwnikami Asurami. Zasadniczo chodzi o to, że podczas stworzenia żywym istotom przyznano wolną wolę. Niektóre z nich zachowały wierność boskiemu ładowi, pozostałe zaś, z powodu egoistycznych pragnień, zbuntowały się. Ludzie znajdują się dokładnie pośrodku tych dwóch sił.</p>
<p>Czy widzi pan jakieś istotne analogie miedzy historią stworzenia zawartą w Starym Testamencie a historiozofią wedyjską?</p>
<p>Wyraźna analogia zachodzi pomiędzy wojną Dewów z Asurami a biblijnymi (i apokryficznymi) informacjami dotyczącymi buntu i upadku Lucyfera.</p>
<p>Połączenie pana szerokiej wiedzy o starożytnych Wedach z dobrą znajomością współczesnej ufologii ośmiela nas do zapytania o to, kto dzisiaj kontroluje naszą planetę?</p>
<p>To przenosi nas od analizy porównawczej tekstów i tradycji do współczesnych zdarzeń. Wydaje się, że istoty wymieniane w doniesieniach o UFO podobne są do opisywanych w różnych źródłach historycznych istot paranormalnych. Ich zdolności przypominają puraniczne siddhi, a zachowanie wykazuje wyraźne podobieństwo do tego, o jakim informuje literatura wedyjska.</p>
<p>Do jakich wniosków może nas to prowadzić? Nawet jeśli przypuścimy, że istoty podobne wedyjskim istnieją, nie oznacza to, że ich pochodzenie, dzieje i sposób działania da się porównać z tym, co zawiera literatura wedyjska. Jesteśmy jedynie w stanie stwierdzić, że to ciekawy pogląd. Jednak, aby go poprzeć, musielibyśmy dokonać znaczącego postępu w dziedzinie ufologii, badań nad zjawiskami paranormalnymi oraz nad różnego rodzaju doznaniami mistycznymi (w tym, na przykład, nad objawieniami Matki Boskiej). Niestety, uczeni na ogół nie podejmują poważnych badań nad tymi zagadnieniami, gdyż odbiegają one od tradycyjnych paradygmatów naukowych i są przez to społecznie piętnowane. Jeśli jednak rozważymy ich naturę, dojdziemy do wniosku, że należałoby przeprowadzić tutaj poważne badania.</p>
<p>Czy ludzie są w hierarchii kosmicznej mało znaczącą rasą czy jest coś, co czyni nas wartościowymi istotami?</p>
<p>Z punktu widzenia współczesnej teorii ewolucji człowiek to po prostu istota, która przetrwała proces biochemicznej selekcji i zamieszkuje mikroskopijną planetkę, zagubioną w bezkresie kosmosu. Nie znaczy zupełnie nic.</p>
<p>Natomiast zgodnie z literaturą wedyjską, wszystkie żywe byty są istotami duchowymi, częściami pierwotnej Najwyższej Istoty. Ich ciała materialne stanowią jedynie pojazdy, w których się przemieszczają. Spośród tych wszystkich pojazdów, odpowiadającym różnym gatunkom, ciało ludzkie przejawia cechę jedyną w swoim rodzaju: wyjątkowo sprzyja postępowi duchowemu. Stąd, jak podają Wedy, potężni Dewowie, którzy pod względem materialnym dalece przewyższają ludzi, mają nadzieję narodzić się w ludzkiej postaci i wykorzystać potencjał duchowy człowieka. Ponownie jednak, sama tradycja nie stanowi tutaj niepodważalnego dowodu, lecz ukazuje ciekawy, warty głębszego zbadania, pogląd.</p>
<p>Dziękujemy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-richardem-l-thompsonem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wywiad z Zbigniewem Bolnarem-Blanią</title>
		<link>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-zbigniewem-bolnarem-blania/</link>
		<comments>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-zbigniewem-bolnarem-blania/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Oct 2002 20:41:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>trójkąt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wywiady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://test.karbownicki.com/?p=348</guid>
		<description><![CDATA[Zbigniew Bolnar &#8211; Blania &#8211; jeden z pionierów polskiej ufologii i czołowych współczesnych znawców fenomenu UFO. Z wykształcenia socjolog. Zajmuje go filozofia, szczególnie filozofia nauki. Pierwsze artykuły o UFO opublikował w piśmie „Odgłosy” w 1976 roku. Rok później w „Przeglądzie Technicznym” ukazuje się jego cykl pt. „Niebo pełne UFO”. W tym też roku rozpoczyna się jego publiczna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zbigniew Bolnar &#8211; Blania &#8211; jeden z pionierów polskiej ufologii i czołowych współczesnych znawców fenomenu UFO.</p>
<p>Z wykształcenia socjolog. Zajmuje go filozofia, szczególnie filozofia nauki. Pierwsze artykuły o UFO opublikował w piśmie „Odgłosy” w 1976 roku. Rok później w „Przeglądzie Technicznym” ukazuje się jego cykl pt. „Niebo pełne UFO”. W tym też roku rozpoczyna się jego publiczna i jednocześnie korespondencyjna polemika ze Stanisławem Lemem. Utrzymuje kontakty zagraniczne z wieloma ufologami a także zawodowymi ufosceptykami jak słynny Philip Klass. Autor takich książek jak dwutomowa „Obecność UFO”, „Zdarzenie w Emilcinie” i „Wszechświat zaludniony”. Drugie wydanie tej ostatniej ukazało się pod tytułem „Rozum kosmiczny”.</p>
<p>Obecnie za pomocą internetu zbiera materiały do swojej najnowszej książki na temat incydentu w Roswell i Laredo</p>
<p>Miał Pan znakomite przygotowanie do zrobienia kariery naukowej? Wybrał Pan&#8230; UFO.<br />
<span id="more-348"></span></p>
<p>Wypatrzenie Rozumu Kosmicznego – i to nie gdzieś hen we wszechświecie, ale w obszarze ziemi – to pęknięcie na pół ludzkiej historii. W obrębie naszej znanej nam historii nie jest możliwe żadne większe odkrycie. To mnie bardziej pociąga, niż odkrywanie kolejnej cząstki „elementarnej”, czy wyjaśnianie prawa opisującego jakieś zachowania człowieka – nawet jeśli, że nie będę pracował w głównym nurcie nauki, a moje ewentualne naukowe odkrycia pozostaną poza akceptowanym polem odkryć naukowych.</p>
<p>Należał Pan do pionierów polskiej ufologii. Na czym to polegało w Pana przypadku?</p>
<p>Latające spodki traktowane były zrazu w Polsce jako wroga propaganda. Po odwilży z 1957 roku pojawiły się pierwsze artykuły spodkowe, ale szybko to się skończyło. Wszelako zainteresowanie tymi sprawami tliło się nieustannie i kiedy w 1977 roku opublikowałem w „Przeglądzie Technicznym cykl artykułów „Niebo pełne UFO”, a rok później w „Przekroju” teksty o Emilcinie, cała Polska zaczęła głośno mówić o UFO. I od tej pory UFO u nas już są.</p>
<p>A jaką rolę spełniło około 100 artykułów prasowych poświęconych UFO opublikowanych w 1958 roku, których autorami byli m.in. Kazimierz Zalewski, Andrzej Trepka?</p>
<p>Największy rozgłos przyniosło Panu zajęcie się przypadkiem spotkania z UFO Jana Wolskiego z Emilcina. Jak pan dzisiaj ocenia tą historię?</p>
<p>Tak samo jak wówczas. Było tak jak mówił rolnik i jak mówili inni. Emilcin był dla mnie widownią wydarzeń pozaziemskich. To dla mnie rzecz pewna.</p>
<p>Procedura badawcza, którą Pan tam zastosował uznać można za wzorcową.</p>
<p>Niektórzy zarzucają jednak, że to jedyne Pana osiągnięcie w badaniach terenowych.</p>
<p>Wypadki w Emilcinie zostały przebadane z rzadko spotykaną na tym polu dociekliwością i fachowością, ale i różniły się od większości ufo-relacji swoją własną, wysoką wiarygodnością. Główny relacjonujący był świadkiem bez mała idealnym ze względu na swoją ignorancję, brak wykształcenia i pewne cechy psycho-społeczne. Był drugi świadek, można było pozytywnie dowieść, że był świadkiem niezależnym i mówiącym zarazem o tym samym, i była cała masa sprzyjających okoliczności podatnych na sprawdzenie. Tak się w Emilcinie wszystko zbiegło, że można było pozamykać wszelkie szczeliny dla wątpliwości. Co zaś tyczy moich innych badań terenowych, to przez lata nie robiłem nic innego tylko jeździłem w teren: ufo – doniesień przebadałem bez liku, tyle, że ich nie ogłaszam publicznie.</p>
<p>Wszędzie stara się Pan używać naukowego języka w podejściu do UFO. Nie widać jednak, aby establishment naukowy zauważył Pana wysiłki w tym zakresie.</p>
<p>W nauce prawda toruje sobie drogę nie dlatego, że uczeni zostają porażeni prawdziwością, lecz raczej z tego powodu, że wymierają oponenci. Nadto nie chodzi tu o jakieś tam kolejne, niechby nawet niesłychane ważne odkrycie, ale coś prawdziwie dramatycznego: o zmianę sposobu widzenia świata – a to proces długotrwały. Krótkotrwały byłby wtedy, gdyby ONI stanęli przed nami i powiedzieli: oto jesteśmy. Ale zrobić tego nie chcą.</p>
<p>Jak to się dzieje, że akceptując możliwość obecności na naszej planecie obcych istot rozumnych kwestionuje pan realność tak szeroko akceptowanego zjawiska jak na przykład „promieniowanie radiestezyjne”?</p>
<p>A co tym dziwnego? Niby dlaczego opowiadając się za UFO musiałbym opowiadać się również za różdżkarstwem? Nie akceptuje go, gdyż badania testujące te niby zdolności zakończyły się tak, że wszyscy biorący w nich różdżkarze się zbłaźnili.</p>
<p>Nie było żadnego związku między ich wskazaniami a faktyczną lokalizacją wody.</p>
<p>Na każdego kto potrafi zademonstrować swoje zdolności paranormalne, w tym różdżkarskie czeka milion dolarów. Podaję adres: Mr James Randi: 201 East, Deivie</p>
<p>Boulevard; S.E. 12th Street: Fort Lauderale; FL 33316-1815 U.S.A. Nie wymaga się tam niczego nadzwyczajnego – jedynie tego, co paranormalni potrafią rzekomo robić na codzień. Ciekawe, że nikt nie zdobył dotąd tej nagrody.</p>
<p>Założył Pan również, że pozaziemskim pojazdom kosmicznym nie może przydarzyć się katastrofa z powodów technicznych. Czy można tak jednoznacznie to rozstrzygać przy tak małej wiedzy jaką posiadamy na ich temat?</p>
<p>Można. Choć ja tego wcale nie zakładam, lecz przeciwnie – ja to wyprowadzam (jako wniosek). I to nie z przesłanki niedowodliwej, lecz absolutnie pewnej. Pewne jest bowiem, że skoro przylatują z gwiazd, muszą dysponować lokomocją gwiezdną.</p>
<p>A w porównaniu z nią loty w obrębie planet są dziecinadą. I dlatego nie należy się spodziewać ufo-katastrof na Ziemi.</p>
<p>CZY UWAŻA PAN, ŻE WŁAŚCIWE ORGANY ODPOWIADAJĄCE ZA BEZPIECZEŃSTWO W USA mówią prawdę dementując oficjalnie swoje zainteresowanie niezidentyfikowanymi obiektami latającymi?</p>
<p>Byłbym zdziwiony, gdyby nie była to prawda. Jeżeli rząd USA uważa, że UFO = ET, to niezrozumiałe byłoby wydawanie ogromnych sum na programy badawcze idące dokładnie w przeciwną stronę, na przykład na nasłuch kosmosu uprawiany przez SETI. czy na wiele różnych działań podejmowanych przez NASA. Skoro się wie, że UFO to ETI, po co wyrzuca się w błoto miliardy dolarów? Są tacy, którzy głoszą brednie, jakoby wojsko przechwyciło UFO i oblatywało te pojazdy na tajnym poligonie w Nevadzie. Po co w takim razie wydaje się kolejne miliardy dolarów na rozwijanie prymitywnej technologii lotniczej?. Poza tym, rząd USA ma swoich doradców naukowych, a skoro establishment naukowy uważa, że UFO to nie ETI – rząd też będzie tak uważał z odtajnionych pod naporem ufologów, tajnych niegdyś dokumentów, nie ma najmniejszych śladów ufo-tajemnicy”.</p>
<p>Lansuje Pan oficjalne stanowisko USAF (Sił Powietrznych USA), że to tajny balon z projektu „Mogul” został potraktowany przez świadków jako wrak UFO pod Roswell.</p>
<p>Jeśli ktoś nie widzi, że opis szczątków przedstawiony przez ich znalazcę, Brazela, jest taki sam jak opis szczątków z projektu „Mogul”, to powinien pójść do okulisty.</p>
<p>W Roswell nie było żadnego pojedynczego balonu, ale zespół złożony z około trzydziestu balonów, z kilku reflektorów radarowych (w owym czasie nie znanych</p>
<p>W Nowym Meksyku!) i z innej aparatury – całość przyczepiona do nylonowej linki mogła mierzyć 200 metrów długości. Badacze Roswell dopuścili się kompromitującej fuszerki nie prześwietlając przeszłości swojego sztandarowego świadka, od którego zaczęła się cała afera. Kiedy zrobił to najlepszy badacz Roswell.</p>
<p>Robert Todd, okazało się, że major Marcel był blagierem i fantastą (podobna opinia znajduje się w jego wojskowych aktach personalnych). Będę bronił tej tezy w czasie pierwszego w Polsce „Sądu nad Roswell”, który organizują wrocławscy ufolodzy 11 grudnia tego roku.</p>
<p>Jeden z najsłynniejszych i najlepszych pisarzy science-fiction na świecie &#8211; Stanisław Lem &#8211; nie wierzy w istnienie istot pozaziemskich w naszej części Universum.</p>
<p>To jest coś co mnie ciągle zadziwia. Na dodatek twierdzi, że lokomocja międzygwiezdna jest zabroniona przez astrofizykę, co jest jawną nieprawdą.</p>
<p>Niestety, na ten temat nie daje się z Lemem dyskutować, bo on nie chce. Jest mi żal i przykro, że Lem, którego zawsze dręczyła tajemnica Milczenia Kosmosu, sam sobie odtrącił wyjaśnienie, mówiąc, że UFO zajmować się nie warto.</p>
<p>Poddał Pan wnikliwej krytyce słynny program SETI (Poszukiwanie Pozaziemskich Cywilizacji). Zaproponował Pan również zmianę jego „paradygmatu”.</p>
<p>W nauce zmiana paradygmatu zachodzi powoli i z oporami. Nie wystarczy wskazać na nowy paradygmat. Nie wystarczy. Nie wystarczy, że będzie on logiczny i atrakcyjny – jeżeli nowy paradygmat nie będzie miał technicznych środków sprawdzenia własnej prawdziwości, uczeni będą tkwili przy starym. A nowy paradygmat wymaga sprzętu do odbioru programów radiowo-telewizyjnych emitowanych przez pozaziemskie kultury na ich własny wewnątrzplanetarny użytek.</p>
<p>Tego jeszcze na Ziemi nie ma, choć wcale z powodu niedorozwoju technologii.</p>
<p>Odpowiedni zespół sprzężonych radioteleskopów można było zbudować już w latach sześćdziesiątych (Projekt Cyclops) tyle, że nie znalazło się 20 miliardów dolarów.</p>
<p>Próbując odpowiedzieć na pytanie o cel wizyt ET na Ziemi sugeruje pan teorię „ruchu turystycznego” Obcych. Jak się mają do tego wręcz masowe doniesienia o porwaniach i eksperymentach genetycznych na ludziach.</p>
<p>Na tle całości ufo-doniesień, relacji o porwaniach jest stosunkowo niewiele, a wydaje się inaczej, bo uprowadzenia są najbardziej sensacyjne. Wygląda na to, że nie jest tak, iż wszystkie istoty przewijające się w ufolo-zjawisku współpracują ze sobą, koordynują swoje działania albo też realizują jeden wspólny program.. Zjawisko nie musi być jednorodne wewnętrznie: może być i ruch turystyczno-kosmiczny i przeprowadzanie jakichś specjalnych operacji względem Ziemian</p>
<p>Nie widać u Pana zainteresowania hipotezą o obecności Obcych w pradawnej historii świata. Dlaczego?</p>
<p>Poszukiwanie pozaziemskich cywilizacji w ludzkiej historii jest zajęciem pasjonującym, ale zarazem mało płodnym. To są martwe dane, z którymi trudno cokolwiek zrobić. Jeden powie patrząc na malowidło naskalne: „Pradawny twórca przedstawił tu istoty pozaziemskie”, a drugi: „Eee tam!. To są czarownicy albo wyobrażenia duchów”. I na tym się rzecz zamyka. Wszelako sam pomysł, że ONI mogli – by rzec: powinni – pojawić się na Ziemi już bardzo dawno temu jest całkowicie sensowny.</p>
<p>ILU CZASU UPŁYNIE ZANIM LUDZKOŚĆ „OFICJALNIE” ZAUWAŻY OBECNOŚĆ ETI?</p>
<p>Zarysowują się tutaj dwie możliwości: albo my sami ICH wreszcie zauważymy, albo Oni dadzą nam się zauważyć. Interesująca wydaje mi się wszak taka kombinacja: ludzkość ICH oficjalnie zauważy (na razie zauważyły ICH tylko jednostki), ale ONI nadal nie pozwolą się zobaczyć dostatecznie wyraźnie. Będzie się wiedzieć, że tu są, ale nie będzie żadnych powitań. I dopiero, kiedy ustanie przyczyna ich milczenia przed Ziemianami, ludzie z innych światów staną przed nami. Owej przyczyny upatruję w zaś w zbyt niskim poziomie rozwoju bio- i socjostazy człowieka. Jeśli pozostawić ludzkość samej sobie wtedy miną tysiąclecia nim pozbędzie się agresywności i, co gorsza, pierwej będzie wstanie polecieć do gwiazd. W sprawie UFO może więc nie nastąpi żaden przełom, dopóki pierwszy ziemski statek międzygwiezdny nie ruszy w stronę któregoś z ICH słońc. Do pomyślenia jest wszakże i co innego: zanim ludzkość dopracuje się astronawigacji, ktoś może ją pozbawić agresywności, modyfikując dyskretnie jej materiał genetyczny. I nie widziałbym w tym nic nieetycznego, podobnie jak w szczepieniu zwierząt przeciw wściekliźnie. Jęśli bowiem spojrzeć z odpowiedniego punktu widzenia, ludzkość jest w kosmosie stadem wściekłych psów.</p>
<p>Dziękujemy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://januszzagorski.pl/2002/10/11/wywiad-z-zbigniewem-bolnarem-blania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

